wtorek, 21 lutego 2012

Skarby z DA, część trzecia

Świat fanów mangi i anime to niezwykle skomplikowane, groźne i nie całkiem znane nam środowisko. Nie mówię tu oczywiście o ludziach, którzy lubią poczytać dobry japoński komiks czy obejrzeć parę anime, bo do tych ludzi zaliczam się także ja. Piszę tu oczywiście o osobach należących d aktywnego fandomu. Właściwie to każda seria anime/mangi, która ma więcej niż 10 epizodów jest narażona na stworzenie się środowiska fanów, które wyposażone w niepohamowaną wyobraźnię, uważa, że ma prawo do ingerowania w uniwersów świata przedstawionego. Z czasem nawet mają czelność stwierdzić, ze wiedzą lepiej niż autor ich ulubionego serialu.

Duże niebezpieczeństwo czyha na serie, w których główni bohaterzy to mężczyźni, gdyż często zdarza się fanom uznać ich za parę. Nawet jeśli nic na to nie wskazuje. Nawet jeśli oboje są np. w heteroseksualnych związkach. Nawet jeśli ci dwaj są rodziną, braćmi. Nic nie jest w stanie powstrzymać wyobraźni.

Wystarczy trochę dłuższe spojrzenie na siebie, objęcie, przybicie piątki, wypicie z tego samego kubka. Oczy fanki (tak, to wszystko dziewczyny) Yaoi są w stanie wychwycić każdy „ukryty podtekst”.

Bo przecież jak mężczyzna poklepie drugiego po plecach i się uśmiechnie to na pewno coś do niego czuje.
Oczywiście shippingi, czyli łączenie w pary postaci z serialu, nie jest niczym nowym i oburzającym, bo bardzo duża liczba fandomów tak robi (nie tylko anime/manga). Trzeba jednak rozróżnić dwie sytuacje. Pierwszą, kiedy autorzy dają nam wyraźnie do zrozumienia, że między dwójką bohaterów coś „iskrzy”, coś się dzieje, jest chemia. Druga sytuacja jest wtedy, gdy autor nawet nie ma zamiaru tworzyć jakiegokolwiek napięcia seksualnego między postaciami nawet w przypadku ich bliskiego związku, przyjaźni. I każdy kto zna poetykę filmu/serialu/komiksu/książki doskonale wie jak to rozróżnić. Jednak często jest tak, że „zagorzały fan” jest tak zaślepiony swoją miłością do jakiś postaci, że aż czuję wewnętrzną potrzebę połączenia ich w bardziej „skomplikowany” i uczuciowy związek.
Jednak nie będę tu wymieniać wszystkich możliwych shippingów jakie fandomy mangowo-animowe potrafią stworzyć. Skupię się na jednym, który wyjątkowo mi gra na nerwy od paru lat już.

A mianowicie chodzi o AlfonsXEdward.
Bohaterowie Full Metal Alchemist.

Lubię tę historię, podoba mi się fabuła, postaci, jak to wizualnie wygląda. Nie nazwę siebie wierną fanką, ale bardziej odbiorcą. Odbiorcą, który nie może zrozumieć, dlaczego fanki tak usilnie chcą połączyć w związku homoseksualnym dwóch rodzonych braci.
Kazirodztwo między bliskimi członkami rodziny to chyba jedyna rzecz, która jest potępiana we wszystkich kulturach ludzkich. Ale widocznie nie w świecie fanek.
Powiedzą: „Ale oni się tak kochają, tak o siebie dbają, są tacy czuli!” No przecież to oczywiste, to jest rodzeństwo, które zostało samo na świecie bez reszty rodziny i sami o siebie muszą zadbać – normalne, że starszy brat będzie się opiekować młodszym. To oczywiste, że się kochają. To są bracia. Powinni się kochać. Problem by był, gdyby nie czuli nic do siebie pozytywnego.
Tylko mam wrażenie, że kobiety tak próbujące z nich zrobić kochanków, nie rozumieją, że jest kilka rodzajów miłości.

W prawdziwym życiu, dwaj bracia będący kochankami/w związku byliby uznani za nienormalnych. I w sumie racja. Ale w świecie fandomy FMA, chyba taka para jest pożądana. Nie ma tu rozróżnienia między miłością braterską a romantyczną. Nawet jeśli jest ona zaznaczona w danej mandze/anime…
Przeraża mnie ilość prac o tej tematyce. Naprawdę.
Tulący się, całujący, nadzy, spijający sobie z dziubków. W sytuacjach romantycznych, bardziej jednoznacznych, ha, z „zabarwieniem komediowym”. I zawsze są tacy szczęśliwi. Albo odwrotnie, bardzo smutni, tak smutni, że muszą się nawzajem bardzo, bardzo pocieszać.

Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, czy te dziewczyny w prawdziwym życiu akceptują takie dewiacje. Nie, nie chodzi o homoseksualizm, który dewiacją ni jest. Chodzi o te skrajności, jak seks braci. No nie czarujmy się. Tym dziewczynom po głowie nie chodzą ich delikatne pocałunki w czółko.

Prace pochodzą z galerii: kishokahime, snailtamer, Tsukasa999.

7 komentarzy:

  1. Co tam brat z bratem, skoro japończycy tworzą nawet mangi o miłości mężczyzny do kurczaka: http://myanimelist.net/manga/6933/Children_Cant_Choose_Their_Parents
    do przeczytania tu: http://www.mangarush.com/manga/comic-cue/v-1/3/p-1
    :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam twoje 'skarby z da' zawsze poprawiaja mi humor XD (jesli piszesz o czyms zabawnym, oczywiscie.
    Kiedys bardzo lubilam FMA i zawsze razil mnie ten fandom, jakby to napisac: po prostu nienawidze yaoi, a takie chore to juz wogole. Przynajmniej zawsze jest sie z czegos posmiac.
    Ale niestety, tym razem, Iscariote pobil cie w wyszukiwaniu perelek. Bozesz ty moj! Milosc do kurczaka i jeszcze facet chce miec dzieci, a raczej male kurczaczki XD (o malo nie kopnelam w kalendarz ze smeichu). Ludzka wyobraznia nie znagranic... wlasciwie nie wiem czy to dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  3. zapomniałaś dodać, że to w dodatku sa dzieci :D

    też mnie często przeraża, do czego są zdolne posunąć się fanki, a szczególnie magiczne kombo "fanka m&a + yaoi". xd

    OdpowiedzUsuń
  4. W chwili, w której fandom M&A dowie się o istnieniu kapitana Jacka Harknessa Wszechświat eksploduje.

    Iscariote, z tym kurczakiem to wygrałeś Internet.

    OdpowiedzUsuń
  5. Miejmy nadzieje, że z tego wyrosną ;) Chyba, że przejdzie to w obsesję, a świat wirtualny zmiesza się im z realnym.

    OdpowiedzUsuń
  6. Misiael, wpisz w wyszukiwarkę na Deviantarcie "Jack Harkness anime" i płacz. W zasadzie można cokolwiek + anime. Fajny zbiór jest tutaj: http://clubkawaii.tumblr.com/

    A jako że mam dużo do czynienia z fandomem, odpowiadam na pytania zawarte na końcu notki: nie, większość fetyszystów rysowanego porno odróżnia to od rzeczywistości. Tak, to jest przerażające, gdy wynajdują w każdym geście sympatii fascynację seksualną (i nie mówię tu już tylko o yaoistkach, te są po prostu najgłośniejsze), ale z drugiej strony fapanie do loli nie oznacza, że ktoś od razu pójdzie gwałcić dzieci, wręcz przeciwnie, to go w większości przypadków powstrzyma. W większości - bo jednak ludzie tacy jak Tsutomu Miyazaki też istnieją.

    2D > 3D (3D Pig Disgusting), większość yaoistek nie lubi prawdziwych penisów i mężczyzn z ogóle (jak lolicony nie lubią prawdziwych dzieci), no i jeszcze w samej Japonii dochodzi nazoraeru, o którym muszę napisać w końcu notkę, bo to ciekawy, a mało znany aspekt kulturowy.

    Więc: ludzie będą shipować wszystko ze wszystkim (kałamarnicę z jeziora i wierzbę bijącą z serii o Harrym Potterze) bo wyda im się to atrakcyjne lub zabawne, najlepiej po prostu omijać takie miejsca. Lub uniewrażliwić się. To pomaga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się generalnie z autorką posta, ale z małymi zastrzeżeniami :) Po pierwsze, zdania w stylu:

    "Właściwie to każda seria anime/mangi, która ma więcej niż 10 epizodów jest narażona na stworzenie się środowiska fanów, które wyposażone w niepohamowaną wyobraźnię, uważa, że ma prawo do ingerowania w uniwersów świata przedstawionego. Z czasem nawet mają czelność stwierdzić, ze wiedzą lepiej niż autor ich ulubionego serialu."

    są odrobinę protekcjonalne i mimo wszystko obraźliwe. Chociaż omówiony przez Ciebie przykład Erliców bardzo dobrze obrazuje negatywne strony zjawiska - bo faktycznie jest mnóstwo parinigów absolutnie niezrozumiałych, obrzydliwych albo zwyczajnie nierealnych (kiedyś ku największemu zdziwieniu odkryłam że są fanki pairingu RoyxEd, co wprawiło mnie w zupełne osłupienie - skąd to komuś przyszło do głowy?) to jednak nie negowałabym tak samego zjawiska tworzenia pairngów, fanartów czy opowiadań z ich udziałem, nawet jeśli nic nie mają wspólnego z tym, co było w oryginale. Jasne, mnie też chwilami zaczyna to denerwować, bo powoli boję się wpisywać na DA jakikolwiek tytuł anime - zawsze może wyskoczyć dziwna niespodzianka w konwencji yaoi, ale... Tak to już jest, że fani lubią czasem popłynąć. I bywa nawet, że z tego powstają fajne rzeczy, jak przymknąć oko (polecam chociażby "Rozmowy trumienne", które są genialną komedią, a bardzo mocno w tym celu naginają realia Pottera tworząc związki i sytuacje, które nie mają prawa bytu i wypaczając charaktery postaci). Niestety, jak się coś tworzy i publikuje, to trzeba się liczyć z fanami, ale jak by nie patrzeć, ich twórczość trudno określić jako szkodliwą - w końcu popularyzują dane dzieło. Twierdzenie "fani mają czelność twierdzić, że wiedzą lepiej" jest na wyrost, bo mogę się założyć, że 98% z nich wie, że to tylko ich pobożne życzenia tudzież zabawa. Poza tym brzmi, jakby kogoś bolało, że fan ośmiela się mieć nieco inną wizję niż autor, a ostatecznie każdy ma święte prawo pobawić się raz stworzonym uniwersum.

    OdpowiedzUsuń