poniedziałek, 21 listopada 2011

niedziela, 20 listopada 2011

Skarby z DA część pierwsza

DA, czyli Deviantart, jak sama nazwa wskazuje, jest pełna przeróżnych ciekawych dziwactw. Jedne z nich zachwycą i otworzą nam oczy, inne przyprawią o wymioty. Ale jedno jest pewne. Ten portal jest pełen tak niespodziewanych rzeczy, które do głowy zdrowym ludziom by nie przyszły.
Jakiś czas temu na DA pojawiła się instytucja grup, które sukcesywnie zapychają mi skrzynkę z wiadomościami (średnio 200 prac dziennie). Z jednej strony, to dobry pomysł na wypromowanie zdolnych, ale mało popularnych ludzi. Jednak by dostrzec jakąś perełkę, trzeba przebrnąć przez dużą ilość gówna. Niestety też, często te marnej jakości wypociny młodych kobietek są bardzo popularne.
Nie wiedząc czemu.
Chcę wam przedstawić coś, co wczoraj całkowicie rozwaliło mój pogląd na DA, na wszystko co tam się dzieje, czego ciągle nie umiem zrozumieć. Zaskoczyło mnie to niemiłosiernie. A myślałam, że po sześciu latach na Deviancie jest to mało możliwe.
CO JA PACZE?!
Odrażające to jest a ja dalej patrzę Już od dwóch dni! Nie mogę wyjść z podziwu!

Ale może od początku...

Nie dalej jak wczoraj natrafiłam na galerię pewnej RedPassion . Kobieta, lat 29, mieszkająca w
Niemczech, mówiąca płynnie w trzech językach, angielskim, niemieckim i francuskim. Na deviancie 7 lat. Niby nic niezwykłego, gdyby nie jej przerażająca, przyprawiająca o drżenie serca, galeria.
Galeria pełna jej mangowego alterego (oczywiście odpowiednio wyidealizowanego), dodajmy narysowanego w niezbyt miłym dla oka stylu. Nie byłoby w tym dziwnego (tyle razy się na to
napotykałam na DA), gdyby nie to, że jej alterego ma romans z ... Ludwikiem XVI. Tak, tak, tym królem Francji, który został ścięty wraz ze swoją małżonką, Marią Antoniną, w czasie rewolucji francuskiej. Ten sam!
Oczywiście, jest on także w przerysowany sposób wyidealizowany (jeśli chodzi o charakter, bo jego wygląd nie jest nazbyt pociągający). Niesamowicie mocno kocha Emily (postać RedPassion), świata po za nią nie widzi, myśli o niej w każdej sekundzie swojej egzystencji! Nie przeszkadza mu
to, że jego "wybranka" tatuuje mu pośladek jej imieniem (!), stawia pod drzwi sypialni drut kolczasty i miny, pisze znaki "MINE" na całym korytarzy by zaznaczyć, ze to ona ma króla Francji. I ona oczywiście jest królowa. Bo Maria Antonina to przekleństwo i trzeba się jej pozbyć. Dziewczyna ma naprawdę wielkiego bzika na punkcie Ludwika XVI. Rysuje wszystkie sceny z życia łóżkowego, ilustruje wzdychanie króla do Emily, jak oni się kochają, jakie ich życie jest niesamowite.

Jednak nasza Emily nie jest wierna! Na horyzoncie pojawia się... Snape!
I zaznaczę, że prace z kategorii "SnapeXEmily" są jeszcze bardziej przerażające i niepokojące niż z kategorii "LudwikXEmily".

Z prostego powodu. Snape na tych pracach jest rysowany realistycznie, Emily zaś w niezrozumiałej dla mnie stylistyce mangowej... Bez skutków staram się zrozumieć jej nienawiść do fikcyjnej Lily Evans, tak samo jak dla nieżyjącej od setek lat Marii Antoniny, chcę pojąć jak można obsesyjną miłością romantyczną kochać nauczyciela magii i skazanego na śmierć króla Francji. Co poszło nie tak?
Dziewczyna tkwi w swoim szczęśliwym świecie, gdzie mężczyźni oddają się swoim kobietom całym sercem, nie mają nic przeciwko obsesyjnej zazdrości (booo przecieeez to taaakie urocze!!! ^___^) , seks jest "magicznym tańcem dusz i ciał" (dzięki myszoskoczka!). Związki nie mają problemów, a jak już to tylko taki, ze jakaś wredna suka chce ci odebrać twojego idealnego faceta.

Najgorsze jest jednak to, że nasza Emily ma fanów. I to całkiem sporo. Wszyscy jednogłośnie
uznali, że romans z nieżyjącym od wieków królem jest uroczy, romantyczny, awww! I dopingują dziewczynę (kobietę) w jej obsesji, chwalą ją za fotki na których przytula się do popiersia Ludwika XVI czy klęczy przed jego portretem.
Moja malutka główka nie może tego pojąć...

Dla mnie jednak najbardziej dobijające jest to, że tacy ludzie są naprawdę szczęśliwi w tych swoich obsesjach.



piątek, 18 listopada 2011

środa, 16 listopada 2011

Mormija ver. 1


Mormija to wiedźma, lubi gotować.
Jednak ten design nie jest ostateczny, przed pięcioma minutami uznałam, ze nie wygląda wiedźmowato, jest za grzeczna. Muszę zrobić jej wredniejszy wyraz twarzy, niezadowoloną mine a na głowie wiecznie nieułożone włosy. Chyba taka będzie lepsza. Ale kolory chyba pozostaną takie same.
Jak tylko maznę nową wersję dam do porównania i wybiorę.

Plus, zależy mi na tym, by wygląd ja definiował.

piątek, 11 listopada 2011

Nie mam nic przeciwko

Ja naprawdę nie mam nic przeciwko krytyce. Naprawdę. Już dawno się nauczyłam, że wystawiając cokolwiek w internecie zgadzam sie na ocenianie. I naprawdę mi to nie przeszkadza. Sama nie mam oporów przed ocenianiem i mówieniem co mi pasuje, a co nie, co mi się podoba, a co odrzuca.
Ale jest jedno "ale". I tu nie chodzi mi o termin "konstruktywnej krytyki".
Chodzi o to, że cenię sobie krytykę osób, które przez zwracanie mi uwagi chcą bym była lepsza, bym nie stała w miejscu i się rozwijała. Sprowadzają mój wzrok na błędy, których nie jestem w stanie zobaczyć jako twórca i chcą żebym to naprawiła. Po to, by coś było lepsze. I tego chcę, żeby ktoś kogo się radzę, pokazał mi jak się rowijać.
To, czego nie znoszę, to jak ktoś wytyka mi błędy. Z czystej (może) złośliwości, dla swojej satysfakcji, żeby pokazać, że ja nie umiem, nie potrafię i jest do dupy.
Tego znieść nie mogę.
Bo jak nazwać sytuację, gdzie dana osoba jest w stanie skomentować moją pracę, twórczość, tylko i wyłącznie wtedy, kiedy coś robię źle? Bez żadnych dobrych intencji. Bez rad. Samo wskazanie, że zrobiło się źle i koniec. Bez poradzenia jak naprawić, jak dalej isć.
To potrafi denerwować.
Bo nie po to pytam sie o rady, żeby dostać listę moich błędów bez żadnego wskazania drogi ich naprawy.
Nie, nie chodzi o to, ze krytyka mnie boli. Bo tak nie jest. Ja wiem, że się ciąglę uczę. Gdybym była pewna swego, to bym nie starała się poprawiać i dociekać co robię źle. Denerwuje mnie podejście, kiedy jakaś osoba zwraca sie do mnie tylko gdy ma ochotę wytknąc wszystkie błędy, złe rzeczy i na tym poprzestać. Nic innego tej osoby nie interesuje. Ani moja poprawa, ani dalszy rozwój, nic.
Może nie powinnam się tym przejmować... to znaczy, nie jest to coś co spędza mi sen z powiek i stresuję sie tak, że włosy mi wypadają. Ale w sytuacji, kiedy chcę sie czegoś nauczyć i pytam ludzi, których uważam za utalentowanych, z pewną konkretną wiedzą, tych, którzy moga mi w czymś pomóc - czasami się odechciewa io cokolwiek pytać.
A podobno kto pyta, nie błądzi.

wtorek, 8 listopada 2011

Futro z wilka

Nic tak nie grzeje jak dobre futro własnoręcznie zabitego, wielkiego, wściekłego wilka!
Szczególnie w dni gdy nie wiadomo jaka pora roku jest..

Całe szczęście ten listopad jest na tyle ciepły i przyjemny, że nie mam co (jak na razie) narzekać na pogodę. Taka prawdziwa, złota jesień. Jedynie ten miły nastrój psują już reklamy świąteczne, które od wczoraj widuję w telewizji. Gdyby jeszcze lało i było mroźno, może przedświąteczna gorączka by mi się udzieliła wcześniej. Ale jak na razie wolę patrzeć na żółciutkie liście.

Pisanie scenariusza do komiksu idzie mi... dobrze. Gładko i w miarę szybko wczoraj spisałam pierwsze strony. Może poszło mi to tak szybko, bo przez ostatnie tygodnie przed snem rozmyślałam jak to wszystko ogarnąć. A to potem powodowało bezsenność - i ciągłe myślenie o postaciach, które nie chciały mi z głowy wyjść.
Boję się tylko, żebym nie pogubiła się w charakterze bohaterki, na której mi najbardziej zależy.

Tej w futrze wilka.

PS Jestem odcięta od świata, od wczoraj Facebook mi nie działa... ciągle mnie informuje, że są kłopoty techniczne... czuję się taka pusta teraz.

wtorek, 1 listopada 2011

Oświecenie przyszło

Powoli klaruje mi się pomysł na mój pełnometrażowy komiks. Już prawie wszystko jest zaplanowane, scenariusz zaczął się pisać, już sobie bazgram potrzebne mi projekciki(w sumie dla wlasnej swojej satysfakcji). Pomysł ewoluował z 3 poprzednich, łączyły się wzajemnie, poprawiały... A zaczynałam z tym, że wiedziałam kim mają byc główni bohaterowie. I to chyba było największe przekleństwo, bo musiałam dla nich znaleźć historię, a nie bohaterów do historii.
Pozamykam inne projekty, zlecenia, rysunki i zabiorę się za komiks. I mam nadzieję, że nic mi w ty nie przeszkodzi. I też mam nadzieję, że sprostam samej fabule, bo mogę się zapędzić i od razu sama siebie rzucić na zbyt głęboka wodę. Dlatego muszę mieć wszystko zaplanowane od A do Z, żebym później nie obudziła się z ręką w nocniku. Musze tez wziąć pod uwagę moją prace magisterską z socjologii i pracę dyplomową z grafiki. Ale jeśli wszystko dobrze pójdzie, to dyplom połączę właśnie z projektem komiksowym. Mam nadzieję, że to wyjdzie, bo nic bardziej nie mobilizuje niż możliwość skończenia tych przeklętych studiów.
Jeśli chcecie wiedzieć co pod tym hasłem "projekt komiks" sie kryje to wystarczy czytac moje noteczki, a właściwie oglądać obrazki, które będe tu wrzucać pod tagiem "komiks".
Trzymajcie kciuki, żebym to skończyła, żeby mi się w końcu udało. Może dlatego będę tu wstawiac etapy mojej pracy, żebyście stali nade mną z batem i mnie w jakiś sposób mobilizowali.

Dla mojej własnej satysfakcji, tak. Naprawdę.

A dodatkowo, prezentuję wam lineart rysunku, nad którym rpacuję w wolnych chwilach (których ostantio mało), i zobaczymy za ile tygodni go skończę. Chociaż, po tej okropnej, długiej, męczącej przerwie, gdzie miałam blok artystyczny, rozrysowałam się, i już wszystko idzie mi szybciej.