wtorek, 22 lutego 2011

Głowa mała, że hoho

Teraz wyjątkowo nie będzie o Chopin-Gate. Nie. Tę sprawę pozostawmy aż ochłonę, przestanę się śmiać i jednocześnie płakać nad polaczkowością.
Teraz będzie o czymś co już było - o perfidnym niewstawianiu nazwisk autorów i źródeł prac, które nasi "koledzy" ślą na przeróżne portale.
Któryś raz z kolei zobaczyłam, że na facebooku w czyjejś galerii pojawia się jakiś komiks, rysunek satyryczny. Wchodzę w galerię, oczywiście to cudze dzieło opatrzone błyskotliwymi komentarzami paru znajomych. Gdzie autor? Gdzie źródło?
Szukam, brak.

Żarcik jest, a jakże, wszyscy się śmieją, och, jaka ty zabawna jesteś i jakie masz świetne poczucie humoru, że znajdujesz takie perełki.
Tylko może następnym razem podaj skąd to masz? Kto był jednak autorem tego co cię tak rozbawiło?
Oczywiście, upominanie się o takie oczywistości musi się skończyć tylko jednym. I nie jest to podanie linku do źródła.
Bo, moi drodzy, źródłem tego śmiesznego obrazka nie jest joemonster, demotywatory czy jeja.pl.
Jedyną słuszną odpowiedzią jaka można usłyszeć w takiej dyskusji jest:
Jak się nie podoba, to nie oglądaj.
Cóż innego?
Wszystkie tłumaczenia, typu, ze to niemiłe, nie odpowiednie, nie wypada, że autorowi się tego nie robi, nie działają. Wręcz przeciwnie, dostajemy wykład o tym, że jak coś wstawisz do Internetu to żyje to własnym życiem i może się z tym dziać co się chce.
Czyli, jak miasto mi postawi ławkę w parku, żebym mogła sobie osiąść w słoneczny dzień upoważnia mnie do tego, żebym ją sobie do domu wzięła?
Niestety, problem polega na tym, że dalej nasze społeczeństwo nie potrafi zrozumieć wartości czyjegoś tworu. Nie potrafi uszanować autora nawet najzwyklejsza wzmianką o jego nazwisku. To nie jest żadna promocja, to nie jest pokazanie uwielbienia dla rysownika, gdy bez źródła wstawi się jego pracę do galerii na facebooku, by zdobyć "lubię" to od znajomych.
Jednak chyba musi wiele czasu minąć, zanim ktoś zrozumie, że to nie wypada syfić na ławkach w parku.

PS Oczywiście, mimo iż byłam miła, ta znajoma mnie osunęła ze swojego facebooka. Cóż, jak dobrze, że mieszka za ścianą, będę miała dalej z nią kontakt!


8 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Autora najczęściej masz na pasku z komiksem, więc po co szukać dziury w całym? Wyluzuj, podpisuj prace i ciesz się reklamą.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja to mam jakoś gdzieś, ostatnio jeszcze czesciej widzę 'jesteś chujem' na jakiś gównianych portalach, profilach znajomych i w gruncie rzeczy mam to gdzieś. Internet działa tak a nie inaczej, pozostaje jedynie podpisywać się nickiem/nazwiskiem i adresem strony, tak by nikomu sie nie chciało usuwać parafki. I nie ma co się szarogęsić, kiedy ktos coś repostuje bez źródła, wrzucasz to świadomie do internetu przecież.

    OdpowiedzUsuń
  4. Popieram powyższych, jedyny sposób to perfidne watermarki/adresy, najlepiej w samym centrum, i nic nie poradzisz.

    Do czasu aż znajdzie się małolata, która potrafi obsługiwać w PS-ie stempel i gładko pozbiera ochy i achy za twoje rysunki "bo nikt się nie skapnie". Wtedy zostaje tylko posiadanie armii fanów, którzy zaraz wytropią i oszczekają :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może i niektóre przypadki warto nawet olać ciepłym moczem, ale potem rosną nam panowie z "Czterech katów" i plagiatorzy, którzy dalej, mimo wszystko, są bezkarni.
    Chcę też zauważyć, ze nie byłam niemiła i jakaś wielce bojowa, po prostu zwróciłam uwagę koleżance bo widziałam paski z boli blog z usuniętym autorem.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja kiedyś usłyszałem (na własne uszy, ze tak powiem, skierowane do mnie) "no przecież z prawniczego (sic!) punktu widzenia jak coś wrzucasz do internetu to zrzekasz się praw autorskich do tego nie?". Nic mnie po tym juz nie zdziwi:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że ludzi, którzy usuwają podpisy/ świadomie olewają prawa autorskie można by napierdalać po twarzach i robić im cweloholokaust, tylko, że to nie powstrzymałoby ich przed robieniem tak dalej. No ale ja mam zero wiary w ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  8. niech mi będzie wolno zwrócić uwagę, że albo
    "Jedyną słuszną odpowiedzią jaką można usłyszeć w takiej dyskusji JEST"
    albo
    "Jedyna słuszna odpowiedź jaką można usłyszeć w takiej dyskusji TO".
    (proszę, nie każcie mi tłumaczyć dlaczego).
    co do kultury w internecie i świadomosci istnienia praw autorskich to po dyskusji o czytaniu w empiku i okradaniu czytelników przez twórców czego się można kurwa spodziewać.
    zero wiary w ludzi, indeed.

    OdpowiedzUsuń