wtorek, 20 grudnia 2011

Trzynaście


19 grudnia na stronie www.rzeczywiscie.tv pojawił się mój rysunek z liczbą trzynaście.
Słonecznie, jak na tę porę roku!
Śniegu dalej nie widać, będą bardzo szare święta.

piątek, 9 grudnia 2011

Skarby z DA, część druga

Lubię spacerować po Deviantarcie. Lubię oglądać ciekawe i niezwykłe galerie, równie ciekawych ludzi. Tez uwielbiam o nich pisać. Dlatego w dzisiejszym odcinku skrobnę parę słów o Berylune-AND-Kanaloa.
A jakiż jest powód mojego zainteresowania tą osobą? Może zacznę od początku.
Od jakiegoś czasu grywa sobie w Red Dead Redemption. Gra mnie niesamowicie wciągnęła, co nie dziwi - western, szkielet najnowszych GTA, dużo zabawy z fajnymi bohaterami, czyli to co lubię najbardziej. Oczywiście zaczęłam przeczesywać internet w poszukiwaniu różnych ciekawych rzeczy związanych z tym tytułem. Jakieś fanarty, artykuły, strony, ot tak, z czystej ciekawości fana. Jednak głupia byłam myśląc, ze nie natknę się na nic, na co zareaguję głośnym westchnięciem.
Natrafiłam na galerię Berylune-AND-Kanaloa.
A tam przywitała mnie mangowa stylistyka i OC stworzone przez fankę Red Dead Redemption. Jej OC pojawia się praktycznie w każdej pracy w galerii,stworzyła "kartę postaci" dopisała do niej "niezwykle interesująca" historię, najkrócej mówiąc - kolejna Mary Sue. Bohaterka nazywa się Matty O'Donnel, urodziła się w Texasie jako córka przestępcy i arystokratki z Kaliforni (arystokracja w USA?). Jej ojciec oczywiście uczył ja posługiwania się bronią i innych wielce użytecznych rzeczy, które trzeba umieć na prerii. Ale niestety, łowcy nagród zaczęli ścigać jej ukochano tatusia, dlatego z matką musiały uciekać do San Francisco.
Tak jej ojczym chciał ją wyszkolić na prawdziwą damę, no ale jak można się domyśleć, Matty jest typem chłopczycy, niepokorna i mająca w sobie coś z ojca! Dlatego tez zamiast chodzić w pięknych sukniach i udzielać się na salonach, wyjeżdża i zostaje... szeryfem (?).
Pomijam już fakt, że to OC jest książkowym przykładem Mary Sue ze względu na charakter i zainteresowania, ale kobieta, która zostaje szeryfem? Na początku XX wieku? Ja wiem, że kobiety w tym czasie też umiały posługiwać się bronią (wręcz musiały jeśli żyły w mieście bezprawia), ale nikt mi nie wmówi, że któraś z nich mogła zajmować rządowe stanowisko. Dodatkowo, dziewczyna ubiera się "po męsku", a żeby tego było mało, w wersje współczesne - jej spodnie nie wyglądają raczej jak spodnie szyte w tamtych czasach, a jak dopasowane biodrówki z Big Stara.
Jednak żeby OC było OC pełnym, trzeba stworzyć shipping, czyli sparować ją z kimś. Stworzyć jej chłopaka/narzeczonego/męża. A najlepiej żeby to była postać, która w grze już istnieje i jest postacią uwielbioną przez autorkę.
I tak tutaj tez jest. Nasza Matty jest żoną Jonaha, postaci z Red Dead Redeption, która w całej grze może była z 10 minut. To nawet nie była postać
drugoplanowa. Ale dziewczyna uznała, że postać, o której wiemy tylko tyle, ze jest irytująca i ma teksański akcent jest niezwykle ciekawa, intrygująca i na domiar złego, seksowna, ze trzeba wziąć ją na warsztat.
I tak bohater, który miała niewielką rólkę w grze doczekać się biografii, rodziny, "ciekawej historii"i epilogu. Dwójki dzieci, romantycznej, słodkiej miłości i domku na prerii.
I całej galerii fanartów.
Najbardziej "podobają" mi się prace, gdzie Jonah jest pokazany w sytuacjach "jestem rozebrany, a moja kobieta dostaje orgazmu na sam widok".
Jestem naprawdę pełna podziwu dla wyobraźni tych dziewcząt, które dla swoich OC i dla samych siebie, tworzą historię postaci, które tych historii mieć nie powinny. Uwielbiam patrzeć na te galerie i zastanawiać się, czy to prawda, że one podniecają się widząc fikcyjną postać. Ja też mam ulubionych fikcyjnych bohaterów z gier, literatury, filmów. Ale nigdy moja fascynacja nie przechodziła na taki poziom, bo i po co?
Ale te dziewczyny same się nakręcają, bo mają swoją grupkę koleżanek, które "dzielą się" postaciami - ja wezmę tego, ty tego, każda z nas zrobię swoje OC i będziemy się świetnie bawić!
Tylko szkoda, ze jakość tej zabawy jest kiepska.
Boże, ona jest szeryfem!


poniedziałek, 21 listopada 2011

niedziela, 20 listopada 2011

Skarby z DA część pierwsza

DA, czyli Deviantart, jak sama nazwa wskazuje, jest pełna przeróżnych ciekawych dziwactw. Jedne z nich zachwycą i otworzą nam oczy, inne przyprawią o wymioty. Ale jedno jest pewne. Ten portal jest pełen tak niespodziewanych rzeczy, które do głowy zdrowym ludziom by nie przyszły.
Jakiś czas temu na DA pojawiła się instytucja grup, które sukcesywnie zapychają mi skrzynkę z wiadomościami (średnio 200 prac dziennie). Z jednej strony, to dobry pomysł na wypromowanie zdolnych, ale mało popularnych ludzi. Jednak by dostrzec jakąś perełkę, trzeba przebrnąć przez dużą ilość gówna. Niestety też, często te marnej jakości wypociny młodych kobietek są bardzo popularne.
Nie wiedząc czemu.
Chcę wam przedstawić coś, co wczoraj całkowicie rozwaliło mój pogląd na DA, na wszystko co tam się dzieje, czego ciągle nie umiem zrozumieć. Zaskoczyło mnie to niemiłosiernie. A myślałam, że po sześciu latach na Deviancie jest to mało możliwe.
CO JA PACZE?!
Odrażające to jest a ja dalej patrzę Już od dwóch dni! Nie mogę wyjść z podziwu!

Ale może od początku...

Nie dalej jak wczoraj natrafiłam na galerię pewnej RedPassion . Kobieta, lat 29, mieszkająca w
Niemczech, mówiąca płynnie w trzech językach, angielskim, niemieckim i francuskim. Na deviancie 7 lat. Niby nic niezwykłego, gdyby nie jej przerażająca, przyprawiająca o drżenie serca, galeria.
Galeria pełna jej mangowego alterego (oczywiście odpowiednio wyidealizowanego), dodajmy narysowanego w niezbyt miłym dla oka stylu. Nie byłoby w tym dziwnego (tyle razy się na to
napotykałam na DA), gdyby nie to, że jej alterego ma romans z ... Ludwikiem XVI. Tak, tak, tym królem Francji, który został ścięty wraz ze swoją małżonką, Marią Antoniną, w czasie rewolucji francuskiej. Ten sam!
Oczywiście, jest on także w przerysowany sposób wyidealizowany (jeśli chodzi o charakter, bo jego wygląd nie jest nazbyt pociągający). Niesamowicie mocno kocha Emily (postać RedPassion), świata po za nią nie widzi, myśli o niej w każdej sekundzie swojej egzystencji! Nie przeszkadza mu
to, że jego "wybranka" tatuuje mu pośladek jej imieniem (!), stawia pod drzwi sypialni drut kolczasty i miny, pisze znaki "MINE" na całym korytarzy by zaznaczyć, ze to ona ma króla Francji. I ona oczywiście jest królowa. Bo Maria Antonina to przekleństwo i trzeba się jej pozbyć. Dziewczyna ma naprawdę wielkiego bzika na punkcie Ludwika XVI. Rysuje wszystkie sceny z życia łóżkowego, ilustruje wzdychanie króla do Emily, jak oni się kochają, jakie ich życie jest niesamowite.

Jednak nasza Emily nie jest wierna! Na horyzoncie pojawia się... Snape!
I zaznaczę, że prace z kategorii "SnapeXEmily" są jeszcze bardziej przerażające i niepokojące niż z kategorii "LudwikXEmily".

Z prostego powodu. Snape na tych pracach jest rysowany realistycznie, Emily zaś w niezrozumiałej dla mnie stylistyce mangowej... Bez skutków staram się zrozumieć jej nienawiść do fikcyjnej Lily Evans, tak samo jak dla nieżyjącej od setek lat Marii Antoniny, chcę pojąć jak można obsesyjną miłością romantyczną kochać nauczyciela magii i skazanego na śmierć króla Francji. Co poszło nie tak?
Dziewczyna tkwi w swoim szczęśliwym świecie, gdzie mężczyźni oddają się swoim kobietom całym sercem, nie mają nic przeciwko obsesyjnej zazdrości (booo przecieeez to taaakie urocze!!! ^___^) , seks jest "magicznym tańcem dusz i ciał" (dzięki myszoskoczka!). Związki nie mają problemów, a jak już to tylko taki, ze jakaś wredna suka chce ci odebrać twojego idealnego faceta.

Najgorsze jest jednak to, że nasza Emily ma fanów. I to całkiem sporo. Wszyscy jednogłośnie
uznali, że romans z nieżyjącym od wieków królem jest uroczy, romantyczny, awww! I dopingują dziewczynę (kobietę) w jej obsesji, chwalą ją za fotki na których przytula się do popiersia Ludwika XVI czy klęczy przed jego portretem.
Moja malutka główka nie może tego pojąć...

Dla mnie jednak najbardziej dobijające jest to, że tacy ludzie są naprawdę szczęśliwi w tych swoich obsesjach.



piątek, 18 listopada 2011

środa, 16 listopada 2011

Mormija ver. 1


Mormija to wiedźma, lubi gotować.
Jednak ten design nie jest ostateczny, przed pięcioma minutami uznałam, ze nie wygląda wiedźmowato, jest za grzeczna. Muszę zrobić jej wredniejszy wyraz twarzy, niezadowoloną mine a na głowie wiecznie nieułożone włosy. Chyba taka będzie lepsza. Ale kolory chyba pozostaną takie same.
Jak tylko maznę nową wersję dam do porównania i wybiorę.

Plus, zależy mi na tym, by wygląd ja definiował.

piątek, 11 listopada 2011

Nie mam nic przeciwko

Ja naprawdę nie mam nic przeciwko krytyce. Naprawdę. Już dawno się nauczyłam, że wystawiając cokolwiek w internecie zgadzam sie na ocenianie. I naprawdę mi to nie przeszkadza. Sama nie mam oporów przed ocenianiem i mówieniem co mi pasuje, a co nie, co mi się podoba, a co odrzuca.
Ale jest jedno "ale". I tu nie chodzi mi o termin "konstruktywnej krytyki".
Chodzi o to, że cenię sobie krytykę osób, które przez zwracanie mi uwagi chcą bym była lepsza, bym nie stała w miejscu i się rozwijała. Sprowadzają mój wzrok na błędy, których nie jestem w stanie zobaczyć jako twórca i chcą żebym to naprawiła. Po to, by coś było lepsze. I tego chcę, żeby ktoś kogo się radzę, pokazał mi jak się rowijać.
To, czego nie znoszę, to jak ktoś wytyka mi błędy. Z czystej (może) złośliwości, dla swojej satysfakcji, żeby pokazać, że ja nie umiem, nie potrafię i jest do dupy.
Tego znieść nie mogę.
Bo jak nazwać sytuację, gdzie dana osoba jest w stanie skomentować moją pracę, twórczość, tylko i wyłącznie wtedy, kiedy coś robię źle? Bez żadnych dobrych intencji. Bez rad. Samo wskazanie, że zrobiło się źle i koniec. Bez poradzenia jak naprawić, jak dalej isć.
To potrafi denerwować.
Bo nie po to pytam sie o rady, żeby dostać listę moich błędów bez żadnego wskazania drogi ich naprawy.
Nie, nie chodzi o to, ze krytyka mnie boli. Bo tak nie jest. Ja wiem, że się ciąglę uczę. Gdybym była pewna swego, to bym nie starała się poprawiać i dociekać co robię źle. Denerwuje mnie podejście, kiedy jakaś osoba zwraca sie do mnie tylko gdy ma ochotę wytknąc wszystkie błędy, złe rzeczy i na tym poprzestać. Nic innego tej osoby nie interesuje. Ani moja poprawa, ani dalszy rozwój, nic.
Może nie powinnam się tym przejmować... to znaczy, nie jest to coś co spędza mi sen z powiek i stresuję sie tak, że włosy mi wypadają. Ale w sytuacji, kiedy chcę sie czegoś nauczyć i pytam ludzi, których uważam za utalentowanych, z pewną konkretną wiedzą, tych, którzy moga mi w czymś pomóc - czasami się odechciewa io cokolwiek pytać.
A podobno kto pyta, nie błądzi.

wtorek, 8 listopada 2011

Futro z wilka

Nic tak nie grzeje jak dobre futro własnoręcznie zabitego, wielkiego, wściekłego wilka!
Szczególnie w dni gdy nie wiadomo jaka pora roku jest..

Całe szczęście ten listopad jest na tyle ciepły i przyjemny, że nie mam co (jak na razie) narzekać na pogodę. Taka prawdziwa, złota jesień. Jedynie ten miły nastrój psują już reklamy świąteczne, które od wczoraj widuję w telewizji. Gdyby jeszcze lało i było mroźno, może przedświąteczna gorączka by mi się udzieliła wcześniej. Ale jak na razie wolę patrzeć na żółciutkie liście.

Pisanie scenariusza do komiksu idzie mi... dobrze. Gładko i w miarę szybko wczoraj spisałam pierwsze strony. Może poszło mi to tak szybko, bo przez ostatnie tygodnie przed snem rozmyślałam jak to wszystko ogarnąć. A to potem powodowało bezsenność - i ciągłe myślenie o postaciach, które nie chciały mi z głowy wyjść.
Boję się tylko, żebym nie pogubiła się w charakterze bohaterki, na której mi najbardziej zależy.

Tej w futrze wilka.

PS Jestem odcięta od świata, od wczoraj Facebook mi nie działa... ciągle mnie informuje, że są kłopoty techniczne... czuję się taka pusta teraz.

wtorek, 1 listopada 2011

Oświecenie przyszło

Powoli klaruje mi się pomysł na mój pełnometrażowy komiks. Już prawie wszystko jest zaplanowane, scenariusz zaczął się pisać, już sobie bazgram potrzebne mi projekciki(w sumie dla wlasnej swojej satysfakcji). Pomysł ewoluował z 3 poprzednich, łączyły się wzajemnie, poprawiały... A zaczynałam z tym, że wiedziałam kim mają byc główni bohaterowie. I to chyba było największe przekleństwo, bo musiałam dla nich znaleźć historię, a nie bohaterów do historii.
Pozamykam inne projekty, zlecenia, rysunki i zabiorę się za komiks. I mam nadzieję, że nic mi w ty nie przeszkodzi. I też mam nadzieję, że sprostam samej fabule, bo mogę się zapędzić i od razu sama siebie rzucić na zbyt głęboka wodę. Dlatego muszę mieć wszystko zaplanowane od A do Z, żebym później nie obudziła się z ręką w nocniku. Musze tez wziąć pod uwagę moją prace magisterską z socjologii i pracę dyplomową z grafiki. Ale jeśli wszystko dobrze pójdzie, to dyplom połączę właśnie z projektem komiksowym. Mam nadzieję, że to wyjdzie, bo nic bardziej nie mobilizuje niż możliwość skończenia tych przeklętych studiów.
Jeśli chcecie wiedzieć co pod tym hasłem "projekt komiks" sie kryje to wystarczy czytac moje noteczki, a właściwie oglądać obrazki, które będe tu wrzucać pod tagiem "komiks".
Trzymajcie kciuki, żebym to skończyła, żeby mi się w końcu udało. Może dlatego będę tu wstawiac etapy mojej pracy, żebyście stali nade mną z batem i mnie w jakiś sposób mobilizowali.

Dla mojej własnej satysfakcji, tak. Naprawdę.

A dodatkowo, prezentuję wam lineart rysunku, nad którym rpacuję w wolnych chwilach (których ostantio mało), i zobaczymy za ile tygodni go skończę. Chociaż, po tej okropnej, długiej, męczącej przerwie, gdzie miałam blok artystyczny, rozrysowałam się, i już wszystko idzie mi szybciej.



środa, 26 października 2011

Bambina


Zastanawiam się, czy ten koń nie powinien być mechaniczny...

wtorek, 4 października 2011

czwartek, 1 września 2011

Gusła

Nie mam ochoty nic rysować.


wtorek, 19 lipca 2011

czwartek, 30 czerwca 2011

Najgorsze

Najgorsze jest to, że mój skaner się zepsuł. Niewiem jak go uratować.

czwartek, 14 kwietnia 2011

Konstanty wrócił do domu


Trochę mu to zajęło, bo musiał się wrócić do pracy, bo zapomniał kluczy. A potem miał przesiadkę na rondzie.

środa, 13 kwietnia 2011

Dobro - Zło


Projekt postaci na zajęcia z animacji. Temat: postać negatywna i pozytywna. Niby można było się ograniczyć do Czerwonego Kapturka i Wilka...

No i tak, nie jest to ani Kapturek ani Wilk. chociaż suknia w czerwieni. Pierwotnie zamiast mężczyzny miała być druga kobieta. Jednak zmieniłam zdanie. O, tak sobie.

Teraz czeka mnie jeszcze zaprojektowanie scenografii dla tych postaci. Miałam pomysł, żeby stworzyć coś na wzór wnętrza gotyckiego budynku, z wysokim sufitem, kolumnami, witrażami. Ale nie wiem, co stworzyć w kontraście. Ganek? Ogród? Pole ziemniaków?

Ach, dużo jeszcze pracy przede mną.

środa, 23 marca 2011

Coś na aukcję...

Swego czasu wystawiałam na aukcjach swoje prace, te które były związane z komiksem "Konstnty wraca do domu".

Dziś uznałam, ze może by warto było wystawić te, które zostały stworzone w czasie ostatniej, trzeciej serii komiksu...

A są to:


Roller skates and nurse by ~Nibilondiel on deviantART



Harbour by ~Nibilondiel on deviantART



Blind Sister and annoying him by ~Nibilondiel on deviantART



Welcome by ~Nibilondiel on deviantART



May by ~Nibilondiel on deviantART


A nuż ktoś się skusi, ja nic nie tracę.

No dobra, 10 groszy z każdy obrazek na allegro.


środa, 16 marca 2011

Ano

Nie wstawiłam tego wcześniej

Walentynka tegoroczna, mego wykonania.

Dużo miłości w niej jest.

sobota, 12 marca 2011

Stare dobre małżeństwo


Po bardzo długim czasie, bo ponad roku ( a może i półtora), połączyłam małżonków, którzy dzielą swa pasję do zegarków. Oraz oboje mają wadę wzroku. Artur pierwotnie maił jeszcze posiadać gogle na cylindrze, ale uznałam to za bezsens jeśli już ma jedne (jednego?) wkręcone w czaszkę. Naprawdę. Ludzie widzący tę pracę najpierw nie wiedzieli co to za żyłki, ale po przyjrzeniu się... cóż, bolało, tyle powiem.

Różnice w rysunku widać po takim czasie.

Och, jeszcze dzieci dorobić i będzie nieszczęśliwa rodzina!

Tutaj można obejrzeć Artura Wilka na DA.

czwartek, 3 marca 2011

Lekarz ostatniego kontaktu



Jako, iż mój komiks nie wszedł do ósmego Kolektywu, mogę go spokojnie tu pokazać. Dobranoc.

niedziela, 27 lutego 2011

Dziennik pokładowy

Panie kapitanie!


Szykuję się do stworzenia kilku projektów postaci ze świata nieco steampunkowego, trochę fantastycznego, może bajkowego. Takie klimaty bardzo mi pasują. Wzięcie najlepszych cech baśni, science fiction i przygody i przyprawienie tego przyprawą zwaną dystansem i przymrużeniem oka. Nie ma nic smaczniejszego dla mnie.
Tylko trzeba uważać, żeby nie stało się to zbyt przerysowane.

wtorek, 22 lutego 2011

Głowa mała, że hoho

Teraz wyjątkowo nie będzie o Chopin-Gate. Nie. Tę sprawę pozostawmy aż ochłonę, przestanę się śmiać i jednocześnie płakać nad polaczkowością.
Teraz będzie o czymś co już było - o perfidnym niewstawianiu nazwisk autorów i źródeł prac, które nasi "koledzy" ślą na przeróżne portale.
Któryś raz z kolei zobaczyłam, że na facebooku w czyjejś galerii pojawia się jakiś komiks, rysunek satyryczny. Wchodzę w galerię, oczywiście to cudze dzieło opatrzone błyskotliwymi komentarzami paru znajomych. Gdzie autor? Gdzie źródło?
Szukam, brak.

Żarcik jest, a jakże, wszyscy się śmieją, och, jaka ty zabawna jesteś i jakie masz świetne poczucie humoru, że znajdujesz takie perełki.
Tylko może następnym razem podaj skąd to masz? Kto był jednak autorem tego co cię tak rozbawiło?
Oczywiście, upominanie się o takie oczywistości musi się skończyć tylko jednym. I nie jest to podanie linku do źródła.
Bo, moi drodzy, źródłem tego śmiesznego obrazka nie jest joemonster, demotywatory czy jeja.pl.
Jedyną słuszną odpowiedzią jaka można usłyszeć w takiej dyskusji jest:
Jak się nie podoba, to nie oglądaj.
Cóż innego?
Wszystkie tłumaczenia, typu, ze to niemiłe, nie odpowiednie, nie wypada, że autorowi się tego nie robi, nie działają. Wręcz przeciwnie, dostajemy wykład o tym, że jak coś wstawisz do Internetu to żyje to własnym życiem i może się z tym dziać co się chce.
Czyli, jak miasto mi postawi ławkę w parku, żebym mogła sobie osiąść w słoneczny dzień upoważnia mnie do tego, żebym ją sobie do domu wzięła?
Niestety, problem polega na tym, że dalej nasze społeczeństwo nie potrafi zrozumieć wartości czyjegoś tworu. Nie potrafi uszanować autora nawet najzwyklejsza wzmianką o jego nazwisku. To nie jest żadna promocja, to nie jest pokazanie uwielbienia dla rysownika, gdy bez źródła wstawi się jego pracę do galerii na facebooku, by zdobyć "lubię" to od znajomych.
Jednak chyba musi wiele czasu minąć, zanim ktoś zrozumie, że to nie wypada syfić na ławkach w parku.

PS Oczywiście, mimo iż byłam miła, ta znajoma mnie osunęła ze swojego facebooka. Cóż, jak dobrze, że mieszka za ścianą, będę miała dalej z nią kontakt!


piątek, 18 lutego 2011

Kilka proketów dla Restyle





Te projekty mojego autorstwa możecie zamówić w sklepie www.restyle.pl. Pierwszym był nadruk z Meduzą, mam do niego sentyment. Jednak najbardziej podoba mi się smok, a potem syrenka. Tak. Tak jest.

To miłe iść w takiej koszulce i usłyszeć od kogoś "ej, świetny nadruk". Bardzo miło.



poniedziałek, 14 lutego 2011

czwartek, 20 stycznia 2011

MM2

Druga część zlecenia z MM

środa, 19 stycznia 2011

MM


You're cut off

Jakiś czas temu naszła mnie ochota na obejrzenie programów reality show spod znaku VH1. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak tego jest dużo. Spin off od spin offu, program można zrobić ze wszystkiego. Od "szukania prawdziwej miłości" po wychowywanie żółwia.
To co mnie zainteresowało teraz to "You're cut off" - grupa typowych księżniczek, które mają za tatusiów prawników i chirurgów plastycznych zostają pozbawione pieniędzy, zabrano im karty kredytowe i mają się nauczyć zarabiać. Miejscami wygląda to nierealnie wręcz - chodzi tu o zachowanie tych kobiet. Znaczy, może naprawdę istnieją takie kobiety, które się boją dotknąć czegoś co jest warte mniej niż 1000 $?
Śmieszne bardzo, bardzo bawi mnie ich przerażenie, gdy nie mogą wziąć ze sobą swojej torebki LV. A przedmieścia uważają za getto.
Wygląda bardzo przerysowanie... ale po programach w stylu "Moje supersłodkie urodziny" to mnie już nic nie zdziwi, nawet to, że jedna z tych uczestniczek brzydzi się karmić własne dziecko.
Bo ona jest księżniczką. Która na te swoje pieniądze nawet nie zapracowała.
Mam większą tolerancję dla snoba, który zaharowywał się na śmierć, ze zarobić te swoje szesc zer na koncie, niż dla takich darmozjadów.
Ale wiecie co jest najzabawniejsze?
Że te wszystkie "królewny" wyglądają tandetnie i tanio.
Zero klasy, to boli.
Musze coś zrobić, żeby tych programów nie oglądać. Wyprany mózg... ale w sumie jakaś przyjemność.

Ach, to tak w odpoczynku od afery z demotywatorami.... bop wczoraj znowu zobaczyłam dwa podkradzione komiksy na "głównej" - aż ręce mi opadły.
Pewnie moje maile do administracji nic nie zdziałają, ale przynajmniej wiem, ze coś zrobiłam.


poniedziałek, 17 stycznia 2011

Znowu to samo

Nawet się nie zorientowałam, a czas tak szybko minął, ojej. Czasami chciałoby się wypić tak dużo kawy, żeby czas zatrzymać - w "Futuramie" podobno to działa.

Jednak nie do tego odnosi się tytuł tej notatki. Ponownie spotkałam się z sytuacją, kiedy ktoś popełnił plagiat tylko dlatego, żeby się "dowartościować". I to znowu w tym samym miejscu w internetowych zakątkach.

No czy ci ludzie się nie nauczą w końcu? To już trzeci raz z kolei w tym samym miejscu.
Nie jestem taki fajny naprawdę, to sobie zbuduje alter ego - to jakiś wirus przenoszony droga kropelkową jest, czy co? Jeśli masz problem ze sobą i chcesz się podbudować, to może zacznij budować swoje drugie "ja" w grach RPG albo pisz książki o sobie samym dodając do swej biografii zmyślone sukcesy.

A nie kradnijcie cudzą, ciężką pracę.

Nie dość, że ktoś podszywa się pod obcą osobę (cudze fotografie), kradnie cudze prace (rysunki), to jeszcze jest tak bezczelnie charyzmatyczny i dobry w swych oszustwach, że większość osób mu tak wierzy i daje mu namiastkę władzy pod znakiem moderowania forum. Ależ ten ktoś musiał być pełen satysfakcji, no nie potrafię sobie tego wyobrazić.

Dodatkowo bardzo denerwującą, i jednocześnie bardzo upierdliwą sprawą, jest to co dzieje się na "czołowych serwisach dla fajnych ludzi" czyli Komixxach i Demotywatorach. Ktoś znajdzie fajny obrazek w Internecie , nawet się nie wysili zobaczyć któż to stworzył i dowala do tego "puentę" czy "myśl" godną, naprawdę, Nobla! To jest smutne, kiedy widzi się rysunki i komiksy znajomych bezczelnie wstawione na te strony z wielkim logiem serwisu i cudnym podpisem mądrego gimnazjalisty. Najgorsze jest to, że nie ma się nad tym kontroli, takie sprawy wychodzą przez przypadek, a potem mało kto nawet przeprasza.

Nic nie dają podpisy i znaki wodne. A i jeszcze się usłyszy, że to "promowanie autora pracy".

No ja dziękuję, promocja na Demotywatorach. Czysty szał, panowie i panie! Całujmy ich po rękach.

Potem to autor musi się wysilać na pisanie maili do administratorów, żeby coś z sieci zdjęli. to jest absurdalne, że pokazując coś swojego trzeba tego jednocześnie bronić jak lwica swoich małych bo inaczej się nie da. Z jednej strony chcesz się podzielić, al musisz uważać, żeby ci zamiast palca całej ręki nie wzięli.

Naprawdę, ludzie, którzy nie mają co robić ze swoim wolnym czasem, i ich jedyny talent to przeróbka cudzych prac i wsadzanie ich na portale dla dzieci, które nie umieją angielskiego - powinni się trochę zastanowić, czy ten czas nie mogliby poświecić na coś innego. Np. wolontariat w hospicjum, albo wyjazd z misjonarzami do Afryki.

Człowiek aż się boi cokolwiek wstawiać do sieci, bo mogą ci to zaraz zabrać, jakby to twoje nie było.
Chwila, nikt nie podpisywał umowy "oddaje wszystko co moje gdy to pokaże w sieci" gdy zakładało się Internet w domu.

Tylko najgorsze jest to, ze się tego draństwa nie wyleczy. No nie ma siły.



To wszystko tak w odejściu od afery empikowej.