poniedziałek, 27 grudnia 2010

Sukces po świętach

Święta, święta i już po. A w ramach poświątecznego prezentu w styczniowym numerze "Sukcesu" mała niespodzianka - artykuł o dziewczynach rysujących komiksy. A tam też mała wzmianka o mnie. Autorka wzięła też pod lupę Adę Buchholc, Berenikę Kołomycką i Olgę Wróbel. Miłej lektury Wam życzę, czy to w domu czy na szybko w Empiku.






poniedziałek, 20 grudnia 2010

Corvidea Doctors II


Niedługo wrócimy ponownie do brązu, ciepłych kolorów na blogu.
Mimo, iż lubię róż, czasem trzeba go sobie odpuścić.
Zresztą, kobieta zmienną jest. Szczególnie gdy jest szczęśliwa kobietą. Zima, zima za oknem, a tu niespodzianka, wszyscy w około jacyś tacy zadowoleni.

Co nie zmienia faktów, że pomysł na historię o Corvidea doctors raczej wesoły nie jest.

Zawsze mnie interesował ubiór medyków z okresu wielkiej zarazy. Z jednej strony przerażał, z drugiej - nie ma na świecie chyba lepszego stroju tak pasującego do czasu i miejsca. Lekarz, który z definicji ma pomagać przeraża i sprawia, ze chory umiera w majakach od samego widoku. Nie ma niczego lepszego.

PS ma ktoś patent na dobre skanowanie tuszu i ekoliny?

czwartek, 4 listopada 2010

Jakie to jest mało ważne teraz

STRONA 12

Kadr 1

Widok z góry na ciało Konrada z przestrzeloną klatka piersiową i gardłem

Kadr 2

Zbliżenie na Saszę, może nieco od dołu.

Sasza: Cholera.

Kadr 3

Trochę oddalony kadr widać Sasze nad ciałem

Narracja: Nieważne, czy prowadziłem z nim interes od 3 lat. Nie ważne, że mogłem go nazwać… kolegą..? Jakie, to kurwa, jest teraz nieważne.  I tak muszę zrobić to co zawsze.

Kadr 4

Zbliżenie na telefon komórkowy w ręku Saszy

Narracja: Zniszczyć kartę i telefon.

Kadr 5

Zbliżenie na portfel i dokumenty w ręku Saszy

Narracja: Spalić dokumenty, wziąć pieniądze

Kadr 6

Ujęcie z boku, szerszy kadr.  Sasza ciągnący ciało po ziemi za nogi.

Narracja:  A resztę się jakoś schowa.

wtorek, 2 listopada 2010

Oj tam, oj tam liberalizm


W tle będą drzewa, których teraz nie ma. No, będa drzewa, mhm.

poniedziałek, 25 października 2010

Historia sztuki


Bez szkicu, na wykładzie. wszystko boli, sypię się fizycznie.

sobota, 16 października 2010

Rysujemy Roszpunkę


Akcja rysunkowa zorganizowana przeze mnie i moja koleżankę z DA.

Zasady gry są proste - wszyscy ci, którzy lubia animacje Disneya, baśnie oraz nie mgoą się doczekać nowego filmu "Tangled" - mają teraz okazję zrobić coś wspólnie!
Zabawa polega na tym, aby narysować postać Roszpunki (nowa księżniczka Disneya, bohaterka baśni pod tym samym tytułem) na... huśtawce!
Prace trzeba wykonać do 24 listopada tego roku - dnia premiery filmu.
Potem wszystkie prace zostaną pokazana na specjalnym blogu!

Strona na DA z informacjami

Strona na Facebooku

Blog


ZAPRASZAMY


PS: prace prosze wysyłać na maila : drawing.rapunzel@gmail.com


niedziela, 10 października 2010

Komiks kobiecy

Drodzy państwo.

Dziś jest dzień niezwykły. I to nie tylko dla tego, iż mamy specyficzną datę na telefonach komórkowych. Dzisiaj światło dzienne ujrzał mój projekt o nazwie "KOMIKS KOBIECY". Cóż można tam zobaczyć? Czego się spodziewać?

W sumie to wszystkiego co moje.

Logo, czy jak kto to nazwie, nagłówek - w fazie przygotowań. Jednak zastanawiam się, czy nie pozostawić tej lekkości Dove...


czwartek, 7 października 2010

Znajdź kilka szczegółów

Pracuje nad komiksem kobiecym. Będzie wszystko to, co kochają laski - seksizm, pieniądze, broń, krew i spoceni mężczyźni.

wtorek, 5 października 2010

Granda!


1, 2, 3, 4, 5. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć!

Moje życie staje na głowie, mam mętlik w głowie, nie wiem gdzie iść. Zajme się pracą, przestanę myśleć o emocjach.

czwartek, 30 września 2010

Testarossa

Czyżbyśmy byli pokoleniem, które ma za dużo, za bardzo ale i tak ciągle narzeka? I spłaca dług przez wieczna pępowinę. 

środa, 29 września 2010

Jailbreak


Zginę marnie w samotności.

Listen to that dance music!


Na pudelku coraz więcej newsów, ale i tak najzabawniejsze są dyskusje na stronie pudelka na facebooku. Te nic nieznaczące, mało istotne wypowiedzi małych ludzi, którzy nagle są specjalistami od wszystkiego. Nie żebym miała coś przeciwko, czasami tez lubię takiego kogoś poudawać. Ale to takie zabawne, kiedy główna wiadomość schodzi na dalszy plan, przez to, że nagle jakaś dziewczyna z fotką z dziubkiem zaczyna używać denerwującego "???" lub "...............................................". 
I potem jeden na drugiego bluzga, używając ślicznego zakończenia zdania "hmmmmmmmmmmmm????". Czy to nie urocze? 
A potem przychodza ci, którzy udają, ze są obok tego, piszą, ze "mają to w dupie". Odpowiada im ktoś "to po co tu piszesz". Ale te schematy są zabawne. I wszyscy myślą, że są wyjątkowi.
Ale z drugiej strony, od tego jest Internet! I czuję sympatie do tych ludzi, lubię się z nimi pobawić. Lubię pudelka. Al denerwują mnie te wielokropki!

Zastanawiam się jak nałożyć kolor na ten nowy rysunek. I czy dac jakieś tło - mam problem z tłem, pomocy, ratunku. Albo rozstawie puste, niech poudaje conceptarta. Może być? 

niedziela, 26 września 2010

No sex for Ben


So drama, so much drama. 

So there is no sex for Ben.

Aha.

Lubię rysować broń. Ale nie jestem w tym wyćwiczona i zajmuje mi to dużo czasu. No ale mam wielką frajdę wtedy.

Jestem mistrzynią w ukrywaniu nóg, których nie umiem narysować.

Ten pan sie pojawił w kolektywie nr 5 "Gra". Ale teraz go ulepszyłam, hohoho.

poniedziałek, 20 września 2010

Za linią wroga

Nie dalej jak wczoraj pisała o plagiatach i fałszach jakimi nas karmią, tylko pozornie, niewinne dzieci w Internecie. I też wczoraj znowu (ZNOWU) wzięłam udział w dyskusji na temat prac prezentowanych publicznie w różnych serwisach netowych. To się nie skończy...

Sprawa wygląda tak: 22-letnia, młoda, zdrowa dziewczyna, stwarza swoje alterego w postaci jakiegoś demona, mrocznego elfa, diablicy, czy innego dziwnego stwora. Do tego stwarza jej gamę znajomych, jej podbnych golemów. Tworzy komiksy z tymi bohaterami. Komiksy, które opierają się na gimnazjalnych żartach o seksie. Kto miał 13/14 lat zrozumie jaki musi czuć teraz wstyd wspominając te niezwykle hohoho, hihih, śmieszne żarty o, brzydko powiem, ruchaniu. 

Żaden z tego dobry komiks erotyczny, żadne dobre porno, ani wciągająca historia, która manewruje na płaszczyźnie szeroko pojętej seksualnosci człowieka. Nie. Po prostu głupie chichoty, no bo, ha ha, bohater założył stringi i jego siostra ma na niego ochotę.

Dodajmy do tego, że to jest KIEPSKO narysowane. Jak na osobę, która ma 22 lata i rysowaniem zajmuje sie od ok. 5, 6 lat (wiem, bo obserwuję ją od początku mojego bycia na DA) jest to coś strasznego. Niechlujne, bez stylu, no co ja będę mówić - dziewczyna nie ma talentu.

Ale nie o to chodzi - bo gdyby sobie to było gdzieś z boczku do szufladki, to by tak w oczy nie kuło. Ale tu sytuacja jest taka: autorka nie dość, że daje to do swojej galerii na Deviantarcie, to jeszcze ma komiks internetowy. Oczywiście, czytają go tylko jej znajomi i ją napędzają.

Czyli śmeichy chichy jak na korytarzu podczas przerwy w szkole.

Jasne, ja też robiłam komiksy i historyjki adresowane tylko dla moich znajomych, które tylko ich bawiły - ale nie dawałam ich pod publiczna ocenę. Bo umieszczając coś na serwisie mającym być tak zwanym porfolio automatycznie wyrażasz zgodę na to, aby ktoś obcy ocenił twoją twórczość, twoją kreatywność i zdolności. I niektórzy tego w ogóle nie rozumieją.

Nie napisze nic nowego mówiąc jak niektórzy reagują na jakąkolwiek krytykę.  

To loteria. Jedni zaakceptują to co powiesz, przyjmą to z honorem, inni będą z tobą dyskutować - kulturalnie lub nie. Bedą też ci co cię zignorują i ci co wpadną w histerię.

Nigdy nie wiesz na kogo trafisz. A jak już trafisz na tego, co jest tak zapatrzony w to co robi, że nie chce cię słuchać, co wtedy?

Napiszesz: "Moim zdaniem..." to w odpowiedzi usłyszysz: "To tylko twoje zdanie!"

Na wypowiedź "Nie podoba mi się..." dostaniesz smaczne "Jak ci się nie podoba to nie oglądaj!"

A dy chcesz sprzedać konkretne "W tym rysunku nie pasuje mi to i to" to przeczytasz: "Taki mam styl i już."

Panie, o panie, co wtedy robić? Dać sobie siana w ogóle z komentowaniem? Bez sensu, przecież będąc użytkownikiem Deviantarta mam święte prawo wypowiadania się o pracach innych. Komentować tylko te dobre prace? Ile razy można pisać to samo? Że wspaniałe i bardzo mi się podoba? 

Pisać tylko tym, którzy przyjmują dobrze krytykę? Jasne, znam takich, ale żeby na nich trafić, musiałam przejść gehennę z osobami robiącymi histerię.

I nie były to nastolatki i małe dziewczynki, to byli dorośli ludzie.

"Dorośli" ludzie, przepraszam bardzo...


niedziela, 19 września 2010

Loca, Loca, Loca!

Na jednym z forów internetowych, na którym się udzielam (głównie z sentymentu) jest niezwykle interesujący dział z twórczością użytkowników. Oczywistością jest, iż tam spedzam czas, gdy już pokłócę się z resztą w offtopie. Pooglądam całkiem fajne pracki utalentowanych ludzi, zjadę jakieś bazgroły. Ale flame wars też są i to jak się zaczną, to na poważnie. 

Ostatnio miał miejsce dosyć przykry incydent. Pewna młoda osóbka zamieściła przerobione w photohopie fotografie - miały one imitować rysunki. Mimo, iż wszyscy uznali, że wciska nam kit, ta dalej szła w zaparte. Że to nie fotka z filtrem, to jej rysunki robione ołówkiem i ona nam to udowodni! Zaraz po tym jak się skończy u niej remont w domu i jak tylko znajdzie te prace, to nam da fotki tych rysunków na jej biurku! 

Jak śmiemy ją posądzac o kłamstwo! Wszak ona jest tak utalentowana, że ma swoją wystawę w Puławach w Domu Chemika. Nawet podała dokładną datę i godziny otwarcia. Aż z ciekawości sprawdziłam - w rozpisce Domu Chemika w tym czasie nie ma żadnej wystawy. W odpowiedzi dostałam komentarz : "bo to nie wystawa to wernisaż! I jeszcze mam wystawę w Lublinie i Wrocławiu!"

To było oczywiste, że dziewczyna ściemniała, aż pryzkro. Może ktoś się zastanawia, czemu w ogóle się angażuję w takie sprawy i wysilam się w przeszukiwanie spisu wystaw w Polsce. Prosta odpowiedź: taka tania, przyjemna rozrywka, zmieszać z błotem kogoś, komu się to należy. 

Tez jest drugi powód. Na tym samym forum, dosyć długi czas temu (rok temu?) pewna użytkowniczka otworzyła swój temat ze swoimi pracami - świetne, piękne projekty budynków, samochodów, mebli. Każdy był zachwycony, naprawdę. Prace były utrzymane w tym samym stylu, na tym samym poziomie co zawsze, pokazywała je regularnie. Każdy jej wierzył. Do czasu, ha ha.

Taki perfidny plagiat. Laska cały czas z nami pogrywała, prezentowała nie swoje prace, spijała śmietankę, pływała w pochwałach. Daliśmy się nabrać, w dodatku, przez tak długi czas udawało jej się z nas robic idiotów. Nic nie wskazywało na to, że to nie jej prace. Zawsze mówiła rzeczowo o tym co robi, z pasją, tak jej wierzyliśmy - zresztą to internet. Z oczu kłamstwa nie wyczytasz. 

Jak wpadła? 

Pokazując o jedną fotkę swojej osoby za dużo. jak się okazało, to nawet nie była jej twarz, tylko jakiejś miss traktorów czy coś. Pech chciał, że ktoś poznał tę dziewczynę ze zdjęć i poszło. Okazało się jakie kłamstwa nam sprzedała. To jak wygląda, kim jest i co robi.

Pytana czemu, odpowiadała, ze chciała się dowartościować, bo w życiu jest nikim. W sumie, nie mam pojęcia czy jej wierzyć. Chyba nawet nie chcę uwierzyć w taką historyjkę, chociaz na pewno tacy ludzie są.

Tak mnie to zastanawia, dlaczego ludzie myślą, ze przypisując sobie jakiś talent będa uznawani w towarzystwie? Nawet tym mało znaczacym, internetowym? Może nie zromumiem, bo ja sobie nigdy nic nie przypisałam.

Ach ten brak szczerości!

Ale pozostawmy to za sobą.

Dziś podziele się z Wami też rysunkiem, nie tylko moim marudzeniem.


piątek, 17 września 2010

Green Fairy


A tak się bawimy w projektowanie strojów dla postaci.

poniedziałek, 13 września 2010

sobota, 11 września 2010

Sandpaper kisses

Dziś bedzie króciótko.

Mercy, tytułowa wampirzyca z nadchodzacego komiksu. Ktoś skomentował moją okładkę słowami, iż przypomina Polę Negri. Dlatego też dziś narysowałam jej portret inspirowany zdjęciami tej niezwykle eterycznej aktorki. Oczywiście, nie zmieniając nic w charakterze samej Mercy. Dalej wygląda jak niezadowolona z niczego suka.

piątek, 10 września 2010

Mercy


Garść informacji, które mogą Was zainteresować. A na pewno będzie mi łatwiej dawać link do tej notatki, niż 30 osobom odpowiadac na te same pytania.

"Mercy", czyli wampiry w nieco steampunkowym świecie lat 20/30, zostało napisane przez Steve'a Ahlquista, rysunki, concept arty, projekty postaci i otoczenia wykonuję ja. Jednak także mam wpływ na konstrukcję charakterów i osobowości postaci. Więc jakby nie było, nie ograniczam się do "przerysowywani" tekstu na kadry. To duży plus dla mnie, gdyż ja jestem cholerną indywidualistka i niestety czasami współpraca może mnie męczyć. Lecz tutaj wszystko układa się bardzo dobrze. Mam pewną swobodę.

Historia jest prosta - młoda kobieta o imieniu Mercy jest wampirzycą, która chce wtopić sie w tłum, nie wychodzić z cienia, żyć w spokoju (o ile się da tak życ będąc wampirem). Nie ma zamiaru rzucać sie w oczy, woli stac z boku - wszystko po to by jej nie spalili na stosie. Jednak jej plan się rypnał, gdy spotyka pewna Sarę, która raczej nie ma zamiaru siedzieć cicho. 

Pierwszy zeszyt został już ukończony i na 99% będzie wydany przez SLG Publishing (http://www.slgcomic.com/). Okładkę pierwszego numeru możecie zobaczyć powyżej. Pierwsza historia to praktycznie wprowadzenie, drugi zeszyt nad którym aktualnie pracuje rozwija większa akcję i wprowadza nas w faktyczną fabułę i przedstawia istotne postaci. Jednak sądzę że no. 1 nie jest tylko nudnym prologiem.

Zeszytów ma być 4. Jeżeli się spodobaja i przyjmą, będzie więcej. Na pewno zbiór tych 4 części bedzie wydane potem w jednym komiksie, z ładniejsza okładeczką i innymi bajerami. Cóż, wszystko przed nami.

Prawdopodobnie akcja promocyjna komiksu będzie miała miejsce w sieci sklepów Hot Topic (http://www.hottopic.com/), oczywiście przy dobrych wiatrach. Target? No cóż, nasze wampiry raczej sie nie świecą w słońcu i chętnie zjadają małe dzieci. Chociaż nie ukrywam, ze tematyka wampirów to coś co na pewno w małym procencie w dzisiejszych czasach się przyjmie w miare dobrze.

Na amym początku byłam sceptycznie nastawiona do tego, aby rysowac coś o wampirach. Ale fakt, iż będa to wampiry brutalne, nie cackające się z Bellami - to mnie w pewniem sposób przekonało. Plus fakt, iż mogłam skonstruowac ciekawe (tak mi się wydaje) postaci. Bardzo polubiłam małżeństwo Sary i Christiana Gespenst, w których stworzenie włożyłam chyba najwięcej serducha.I mam wielką nadzieję, ze Wam tez przypadną do gustu... jak cały komiks.

Zdaję sobie sprawę z tego, ze ta historia jest czysto rozrywkowa, jak muzyka pop, sama nie oczekuję od niej "och ach, kamienia milowego" w komiksach - ale przywiązałam się już do tego projektu.

Takie moje kolejne dziecko : )


piątek, 3 września 2010

Corvidea Doctors I

Pewne pomysły w naszych głowach dojrzewają bardzo długo. Niekiedy kilka lat. Po co?

Chyba po to, aby autor sam się upewnił, czy na pewno chce brać na swe barki dany projekt, czy podoła tej idei, która tak kiełkuje. Czasami po prostu czeka na odpowiedni moment, w którym uzna, ze jego umiejętności są wystarczające by podołać.

Bywa też, że trzeba wszystko powoli dopracować, chcąc zbudować duże uniwersum.


Corvidea Doctors, Stowarzyszenie, które niekoniecznie myśli o pacjentach, bardziej dba o wiedzę swych członków.

I chociaż to steampunk to ich stroje inspirowane są ubiorem ochronnym lekarzy z okresów plagi dżumy. Dlaczego? Może z bardzo ważnego powodu – maska w kształcie dzioba raczej nie jest przyjaznym widokiem dla majaczącego w gorączce.


Zapach ziół, opium, szczypce, nożyce i skalpele.

Nie choruj.

środa, 1 września 2010

Kapitanie, toniemy?







Nie, wydaje Ci się. Tak naprawdę płyniemy w bardzo dobrym kierunku i mamy się dobrze.



czwartek, 12 sierpnia 2010

Dziewczyna rysuje

Miałam sobie darować i na swoim blogu nie rozpisywać się na temat bardzo hucznej dyskusji na temat tzw. komiksu kobiecego. Wszak wszelkie dysputy miały swoje miejsce tam gdzie powinny – w komentarzach na stronie Comix Grrlz. Jednak, gdy prowadząca ten serwis zamknęła możliwość dodawania komentarzy pod notatką o blogu „Dziewczyny rysują” (http://www.comixgrrrlz.pl/2010/08/10/dziewczyny-rysuja/#comments) doszło do mnie, jak mało argumentów ma tu strona przeciwna. Nie ma gorszego ruchu niż powiedzenia „koniec dyskusji” czy „nie chce mi się gadać”. A to właśnie zrobiła szanowna Sylwia. Zamiast odpowiedzieć na pytania, rozwiać wątpliwości, wysunąć argumenty - zamknęła dyskusję. Nie żeby nad tym płakać trzy dni, czy wielce się oburzać. Po prostu Sylwia zamknęła mi możliwość kontry. A sama sprowokowała.

Od samego początku pojawienia się idei „komiksu kobiecego” byłam jej przeciwna (idei, nie Sylwii). Nie lubię szufladkowania, a tym bardziej gdy jest ono bardzo niedoprecyzowane. Od początku było mnóstwo wątpliwości dotyczących samej definicji zjawiska komiksu kobiecego – po co, dlaczego i kogo się tyczy. Po wielu bitwach i bojach dociekaliśmy się dosyć dziwnej definicji, w dodatku opartej na, bodajże, jednym artykule. A o ile dobrze pamiętam z moich zajeć na studiach, trzeba posiadać wielkie zaplecze naukowe i wiele pozycji w literaturze na których można się oprzeć by stworzyć definicję. Albo przynajmniej przeprowadzić konkretne badania.

Czy przeprowadzono badania? Kto odpowiada za tę definicję? Katedra literaturoznawstwa? Może wydział filologii? Karol Marks?

Nie o to jednak się rozchodzi. Już nawet sama definicja komiksu kobiecego mnie nie obchodzi – niech będzie. Niech istnieje. W tej notce chce odnieść się do osobistych zarzutów w moją stronę, które wysunęła Sylwia.

Pierwszy z nich – że jestem antykobieca. Cóż, wygląda na to, iż jeżeli jestem heteroseksualną kobietą, dla której płeć w sztuce nie ma znaczenia i jeżeli mam zastrzeżenia dotyczące teorii „komiksu kobiecego” to znaczy, że jestem przeciwko kobietom. Czyli samej sobie. Jak to możliwe?

Lubię mężczyzn. Naprawdę, czasami lepiej się z nimi dogaduję. Ale to tylko dlatego, ze nadmiar estrogenu może czasami źle wpłynąć na psychikę. To, że mam kolegów, kumpli i przyjaciół nie znaczy, ze jestem bojowo nastawiona przeciwko kobietom. Mam przecież też koleżanki, kumpelki i przyjaciółki. Naprawdę, jeżeli kogoś lubię i się z nim dogaduje to mnie nie obchodzi czy ma penisa czy waginę.

Dodatkowo zostało powiedziane, iż jestem kobietą mówiącą i robiącą wszystko żeby przypodobać się facetom. W którym momencie? Czy to, że się nie zgodzę z tym, co mówi inna kobieta sprawi, że automatycznie będę postrzegana jako ktoś kto chce się przypodobać płci przeciwnej? Czy to znaczy, że WSZYSCY mężczyźni są przeciwko idei komiksu kobiecego? Na pewno są tacy, którym taka idea pasuje. Czyli nie zgadzając się z nią nie zgadzam się także z ich zdaniem?

Taki sposób myślenia jest… seksistowski. Czemu? Gdyż z góry zakłada, że wszyscy mężczyźni są przeciwko feministkom, tym, które działają na rzecz „komiksu kobiecego” itd., itd.

Czy nie jest to przypisywanie jakiejś cechy ze względu na płeć?

Kolejna bardzo istotna sprawa – zostało powiedziane (napisane), że kobiety, które są przeciwko idei komiksu kobiecego (zresztą brzmi to jakbyśmy z widłami szły!) coś sobie nadrabiały. Że mamy problem ze swoja twórczością.

Otóż – ja nie mam. Tworzę to co chcę. Z kim chcę. Kiedy chcę. Jestem zadowolona z tego, że to ja decyduje o tym co robie. I jestem zadowolona z tego co osiągnęłam. Ze wszystkim moich publikacji, z tego, co umieściłam w Internecie i tego, co wydam w przyszłości. To, że nie tworzę komiksu o lesbijkach, komiksu offowego (czy jak to tam nazwać) czy o tej cholernej menstruacji, nie znaczy, że mam problem ze swoją twórczością. To, że robię rzeczy mainstreamowe, nie do końca podchodzące pod to, co jest np. pokazywane na wspomnianym blogu „Dziewczyny rysują”, nie znaczy, że mam problem.

Co usłyszałam w odpowiedzi?

„Kilka komentarzy już tu napisałaś i świadczą one o czymś zupełnie przeciwnym. Do frustracji doprowadza cię fakt robienia komiksów o menstruacji, lesbach, promowanie prac awangardowych czy offowych. No i jest jeszcze komiks kobiecy, tak bardzo bolesna dla ciebie sprawa. Wow, no popatrz, jakoś ani razu twoje nazwisko nie pojawiło się w materiałach na stronie CG (która przecież słynie z komiksu kobiecego). Chandryczysz dla zasady.”

Nie, nie doprowadza mnie do frustracji fakt istnienia takowych komiksów. Doprowadza mnie do szału sytuacja, gdzie bardzo kiepskie rzeczy, rysunki czy komiksy, są publikowane i opisywane jako komiks kobiecy a potem wrzucanie do tego samego worka wszystkie kobiety tworzące komiksy. Ja nie chcę, aby ktoś słysząc „komiks kobiecy” miał przed oczami kiepskiej jakości wypociny marrnych rysowniczek/scenarzystek, gdy cała reszta kobiet daje z siebie wszystko aby wykonać solidną robotę.

To, że jesteś kobietą i robisz komiks nie znaczy od razu, że zasługujesz na uwagę. Zrób coś dobrego, to możesz się ubiegać o jakieś laury.

To, że moje nazwisko nie pojawiło się na stronie CG nie jest dla mnie żadną ujmą. Moje nazwisko pojawiło się na wielu innych, ważniejszych dla mnie serwisach i to nie dzięki temu, że mam waginę. Tylko dzięki mojej ciężkiej pracy.

Ja nie usprawiedliwiam swoich porażek dyskryminacją. Ja nie odważę się pokazać czegoś nędznego w komiksie tylko dlatego, że to „komiks kobiecy” i mam waginę.

Ja po prostu biorę się do roboty i pracuje na swój sukces, jak każdy człowiek, nie ważne czy to mężczyzna czy kobieta.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

KW, ciasteczka, rysunki, rysuneczki

No to się wkopałam z tymi ciastkami. Myśląc, iż będzie ludziom miło, uznałam że warto upiec dwie blachy piegusek na Komiksową Warszawę (24-25 kwietnia). Oczywiście, było miło, ludziom smakowało, niektórym to trzeba było zamykać przed nosem pudełko, żeby dla reszty starczyło. Był spór o ostatnie ciasto, a te dostał niczego się niespodziewający kmh (Motyw Drogi).
Ale o co chodzi z tym wkopanim się - teraz na KAŻDY festiwal, zlot, konwent będe musiała piec. Lubię piec, ale ta preeesjaaaa otoooczenia.
Ale Was lubię, moi drodzy. Więc na BFK dostaniecie ciasteczka. Tylko muszę się zastanowić jakie.
Festiwal bardzo mi się podobał, ciekawe panele, było z czego wybierać. Towarzystko wyborne, żadnych zgrytów. Tak jak powinno być.
A propo towarzystwa. Dostałam bardzo miłe rysuneczki. Śliczny portret mej skromnej osoby w wykonaniu Spellcastera. Nawiązanie do Team Fortress 2 i mojego snajpienia oraz ciasteczek. Spell - bardzo mi było miło, że tak ci moje ciasteczka smakowały.
Kolejny prezencik jest od Brzoza, który teraz umiłował sobie rysowanie królów polskich. Ja jednak zamiast Mieszka dostałam goblina w cylindrze i wąsach. Czyli to co lubię. 100% gentlemana w gentlenie. O ile Gobliny moga być uznane za gentlemanów.

No i na koniec wspomnę o rysunku, do którego będe mieć największy sentyment, a mowa tu o malutkim arcydziele Canty'ego, który narysował mi Yojimbo. Canty, tak jak ja, kocha ten film i tego, chyba najfajniejszego na świecie, samuraja. Zanim dostałam ostateczną wersję, Canty narysował jeszcze dwie, z których nie był do końca zadowolony... to takie miłe, ze ktoś się tak stara żeby Yojimbo wyszedł jak najlepiej : D Pamiętaj Canty - ja Cię przypilnuję, zebys narysował komiks z samurajami. Bedę twoją najwierniejsza fanką.

Droga powrotna do Katowic szybko mi zleciała. Żeby się nie nduzić coś porysowałam. To dziwne, na festiwalu nie chce mi się nigdy rysować, za to w pociągu - jak najbardziej. Może dlatego, że na konwencie więcej się dzieje niż w takim przedziale i moge się skupić.
Jako, iż planuję zrobić komiks do najnowszego Kolektywu, którego tematem przewodnim jest "7" obmyśliłam już fabułę. Mogę tylko powiedzieć, ze to będzie steampunk, dokładnie wierd west. I będzie można zobaczyć w nim rewolwerowca z mechaniczną ręką, który już gościł na jednym z moich rysunków. Teraz poprawiłam mu protezę, pewnie jeszcze ją pozmieniam.
Pozdrowienia dla wszystkich, których spotkałam na KW. Nawet jeżeli rozmawialiśmy tylko moment, to było bardzo miło. Cieszę się, że spotkałam osoby, których jeszcze nie widziałam a bardzo chciałam poznać. 




Do zobaczenia na BFK.

piątek, 5 marca 2010

Po długiej przerwie, plus cylindry




Tak bywa, że nadmiar roboty tak przytłacza, że się o własnym blogu zapomina. Bywa, bywa, ale tłumaczyć się nie będę.
Tak jak już wspominałam wcześniej, jestem zaangażowana w projekt komiksowy "Mercy". Jak prace idą? Cóż, męczące to zajęcie, czasami mam już ochotę to rzucić w cholerę, ale staram się. Jest dobrze, mam nadzieję, ze będzie jeszcze lepiej. Współpraca ze scenarzystą układa się bardzo dobrze, to chyba najważniejsze. Lubię ajk mam coś do powiedzenia, a nie jak dostaję z góry scenariusz, który muszę zrealizować w 100% dokładnie tak jak jest napisane. Tutaj mam ten komfort, ze to ja decyduję, od rozkładu kadrów, po charaktery postaci.

Za dużo teraz powiedzieć nie mogę, więcej w kwietniu.



Teraz coś innego - w chwilach przerwy (które pojawiają się rzadko) bazgrał sobie coś tam, oczywiście związane z cylindrami, wąsami i fajkami. Jak wiadomo prawdziwy mężczyzna powinien chodzić we fraku, mieć cylinder, palić fajkę i zakręcać sobie wąsy.


W życiu prywatnym - fajnie, fajnie.