wtorek, 28 kwietnia 2009

Lineartu kawałek


Denerwują mnie ludzie, którzy ciągle plują się o to, ze ktoś ich skrytykował. Trudno, każdy ma prawo do swojej opinii, nawet jeżeli to jeden dziad.

Boli? Trudno, musi czasami. Mnie się też wiele razy oberwało. Ale czy sie pocięłam czy prowadziłamwielkie wywody na forach rodem z gimnazjum? Niektórzy chyba nie wyszli z okresu dojrzewania.

Szerząca się hipokryzja - z jednej strony nie chca krytyki a krytykują krytykujących. Absurdu część dalsza.

Zaczęłam nowy lineart.  ale skoncze pewnie dopiero w długi weekend po morderczym kolokwium z historii socjologii.

Bedzie nowe cieniowanie, lepsze kolorki - mam nadzieję.

sobota, 25 kwietnia 2009

Lady Croft


Znowu to samo - zamiast zająć się czymś, co sprawi że zdam na następny semetr to siedzę i zajmuję sie czymś co mi na to nie pozwoli. Ale jakoś mi nie jest smutno i źle z tym. 

Zawsze byłam wielką fanką serii Tomb Raider - wiążą się z tym wspomnienia z dzieciństwa, gdy człowiek nie miał problemów i wszystko było idealne. Ach, tak, te popołudnia u koleżanki przy jednym blaszaku, czy u kolegi na pierwszym PlayStation. Gdzie ta magia dzisiaj?

Chociaż z drugiej strony cieszę się,  że mam już te 20 lat i moge się rozkoszować w pełni nowymi częściami przygód pani archeolog, która była moja pierwszą idolką i jest nią do dzisiaj. Gdybym mogła tylko znaleźć te stare prace z panną Croft, które rysowałam mając 8 czy 9 lat... to by było bezcenne.

No ale macie teraz coś bardziej aktualnego. Nie moge znaleźc czasu by pokolorować. Mam nadizeję, ze niedługo ktoś mi trochę wolnego czasu odda. Jacyś chętni?

A obiadu jeszcze dziś nie jadłam.

piątek, 24 kwietnia 2009

Szeroko pojęta socjologia i Ryś


Słuchanie Johna Frustiante i picie kawy o tej porze jest czynnością bardzo przyjemną, na pewno miałabym wspaniały humor, gdyby nie to, że dzisiaj czekają mnie gigantczne porządki i kolos w przyszłym tygodniu. Ale cóż, może przez moment skupię się na czymś innych. Chociaż dzisiejszy wykład z historii socjologii nie napawa mnie optymizmem.

Bo jak się cieszyć, słysząc słowa, że "wykłady mają nas tylko zachęcić do nauki i większosć zagadnień na egzamin mamy opracowac sami"? Czyli, że co... NIE MA SKRYPTU?! Może jeszcze mam się uczyć?

A ja myślałam, ze to metody i techniki badań socjologicznych to zabójczy przedmiot. Dziś mnie wyprowadzono z błędu. 

Ale mówi sie dalej i płynie się dalej. 

Prawda jest to, że faktycznie, wykłady to przydatna rzecz ale jeśli chodzi o kreatywność pozasocjologiczną. Przygotowana dziś byłam, czysta karteczka była, naładowany ołóweczek i pomysł jako taki. Jakoś ten czas zleciał i powstał pani z tyłkiem Kim Kardashian - a co, na szczudłach ma latać po tych lasach? Chudzina by nie dała rady na akcjach odbicia jakiegoś ważnego chipu czy cholernie tajnej teczki z reki Koreańczyków. Albo Chińczyków, oni zawsze mają cos tajnego.

Lady Ryś. Lynx - strasznie fajna nazwa.

wtorek, 21 kwietnia 2009

Przemoc w wielkim mieście


Jeżeli  większosć twórców i "twórców" posiada swoje blogi, dzienniki, journale by lansować siebie, swoją facjatę i dzieła, to dlaczego ja bym tak nie mogła? Wiem, wiem, trochę późno i pewnie za chwilkę będzie to juz niemodne, ale chociaż przez moment nacieszę się własną kreatywnością.

Ostatnimi czasy miałam lekki zastój twórczy, blok artystyczny. W sumie nie robiłam żadnych "poważnych" prac, jak już coś rysowałam to drobne szkice, próby, projekty, nic istotnego na pierwszy rzut oka. Chyba szukałam czegoś co mnie zainteresuje na tyle, by sie w to wciągnąć jak kiedyś w serię "Konstanty wraca do domu".

Co z tego wyszło? Ano, może sporo. Porobiłam parę szkiców, które mam zamiar przeobrazić w kolorowe prace. Tyle, że to cholerstwo za dużo czasu zabiera. Czasami chcę się sama pobić za to, ze sobie utrudniam życie rysując tyle szczegółów na mało istotnych elementach obrazka. Ale co zrobić, bawi mnie to. Przez pierwsze 10 minut.

W każdym razie, chcę te moje nowe rysunki zamknąć w jednej serii. "Przemoc w wielkim mieście". Tytuł można sobie interpretować jak kto chce i jak mu wygodnie. Nie jestem kluczem egzaminacyjnym by coś narzucać. 

Stresowałam się strasznie co to będzie, oj co to będzie, gdy przyjdzie mi już robić lineart. Wszak to zawsze mi zajmuje najwięcej czasu. Bałam się tych budynków, lini i szczegółów w szkicu. No i samochodu. Ja nigdy nie lubiłam takich rzeczy rysować. Wole ubrania. Ale o dziwo najlepiej się bawiłam przy tuszowaniu architektury. Jakoś tak, na luzie do tego podchodziłam, spokojnie, bez zdenerwowania kładłam kolejne proste linie. Oczywiście, czasami się gubiłam i trzeba było niektóre rzeczy rysować po 5 razy ale... dalej nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego nagle polubiłam coś co mnie zawsze odstraszało.

Ale groszku nie polubię - od wielu lat mnie obrzydza i obrzydzać dalej będzie. No, moze nie aż tak drastycznie jak to brzmi...

                 

Klik! 

Tu będę musiała jeszcze poprawić kobiety, perspektywę no i samochód powiększyć z przodu. Wybaczcie, że na srodku taki dziwny cień, gdyż skanowane dwa razy i łączyłam - format A3. Mój malutki skaner jest tylko na A4. Ach te złośliwe formaty!

             

Klik!

No a tu usiłowałam zrobić coś "filmowego". Nie wiem czy jestem zadowolona. Okaże się dopiero gdy skończę kontur a potem kolor. W każdym razie, chyba w tym obrazku podoba mi się tylko broń. Którą swoją droga, pokochałam szkicować.

Zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie... raczej perspektywa zblizającego się maja i nauki nie napawa mnie optymizmem, że uda mi się przed wakacjami zacząć serię. Ale trzeba mieć tę głupią nadzieję, prawda?

Trzymajcie sie ciepło i uważajcie na drogach.