czwartek, 8 marca 2012
wtorek, 21 lutego 2012
Skarby z DA, część trzecia
Duże niebezpieczeństwo czyha na serie, w których główni bohaterzy to mężczyźni, gdyż często zdarza się fanom uznać ich za parę. Nawet jeśli nic na to nie wskazuje. Nawet jeśli oboje są np. w heteroseksualnych związkach. Nawet jeśli ci dwaj są rodziną, braćmi. Nic nie jest w stanie powstrzymać wyobraźni. Wystarczy trochę dłuższe spojrzenie na siebie, objęcie, przybicie piątki, wypicie z tego samego kubka. Oczy fanki (tak, to wszystko dziewczyny) Yaoi są w stanie wychwycić każdy „ukryty podtekst”.
Bo przecież jak mężczyzna poklepie drugiego po plecach i się uśmiechnie to na pewno coś do niego czuje.
Oczywiście shippingi, czyli łączenie w pary postaci z serialu, nie jest niczym nowym i oburzającym, bo bardzo duża liczba fandomów tak robi (nie tylko anime/manga). Trzeba jednak rozróżnić dwie sytuacje. Pierwszą, kiedy autorzy
dają nam wyraźnie do zrozumienia, że między dwójką bohaterów coś „iskrzy”, coś się dzieje, jest chemia. Druga sytuacja jest wtedy, gdy autor nawet nie ma zamiaru tworzyć jakiegokolwiek napięcia seksualnego między postaciami nawet w przypadku ich bliskiego związku, przyjaźni. I każdy kto zna poetykę filmu/serialu/komiksu/książki doskonale wie jak to rozróżnić. Jednak często jest tak, że „zagorzały fan” jest tak zaślepiony swoją miłością do jakiś postaci, że aż czuję wewnętrzną potrzebę połączenia ich w bardziej „skomplikowany” i uczuciowy związek. Jednak nie będę tu wymieniać wszystkich możliwych shippingów jakie fandomy mangowo-animowe potrafią stworzyć. Skupię się na jednym, który wyjątkowo mi gra na nerwy od paru lat już.
A mianowicie chodzi o AlfonsXEdward.
Bohaterowie Full Metal Alchemist.
Lubię tę historię, podoba mi się fabuła, postaci, jak to wizualnie wygląda. Nie nazwę siebie wierną fanką, ale bardziej odbiorcą. Odbiorcą, który nie może zrozumieć, dlaczego fanki tak usilnie chcą połączyć w związku homoseksualnym
dwóch rodzonych braci. Kazirodztwo między bliskimi członkami rodziny to chyba jedyna rzecz, która jest potępiana we wszystkich kulturach ludzkich. Ale widocznie nie w świecie fanek.
Powiedzą: „Ale oni się tak kochają, tak o siebie dbają, są tacy czuli!” No przecież to oczywiste, to jest rodzeństwo, które zostało samo na świecie bez reszty rodziny i sami o siebie muszą zadbać – normalne, że starszy brat będzie się opiekować młodszym. To oczywiste, że się kochają. To są bracia. Powinni się kochać. Problem by był, gdyby nie czuli nic do siebie pozytywnego. Tylko mam wrażenie, że kobiety tak próbujące z nich zrobić kochanków, nie rozumieją, że jest kilka rodzajów miłości.
W prawdziwym życiu, dwaj bracia będący kochankami/w związku byliby uznani za nienormalnych. I w sumie racja. Ale w świecie fandomy FMA, chyba taka para jest pożądana. Nie ma tu rozróżnienia między miłością braterską a romantyczną. Nawet jeśli jest ona zaznaczona w danej mandze/anime…
Przeraża mnie ilość prac o tej tematyce. Naprawdę.
Tulący się, całujący, nadzy, spijający sobie z dziubków. W sytuacjach romantycznych, bardziej jednoznacznych, ha, z „zabarwieniem komediowym”. I zawsze są tacy szczęśliwi. Albo odwrotnie, bardzo smutni, tak smutni, że muszą się nawzajem bardzo, bardzo pocieszać.
Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, czy te dziewczyny w prawdziwym życiu akceptują takie dewiacje. Nie, nie chodzi o homoseksualizm, który dewiacją ni jest. Chodzi o te skrajności, jak seks braci. No nie czarujmy się. Tym dziewczynom po głowie nie chodzą ich delikatne pocałunki w czółko.
Prace pochodzą z galerii: kishokahime, snailtamer, Tsukasa999.
czwartek, 19 stycznia 2012
Dobre strony DA - część pierwsza
Żeby Wam to udowodnić, co jakiś czas napiszę o tym, co mnie ostatnio na DA zachwyciło.
Niedawno natrafiłam na galerię Hlao-ru. Autorka prac tak naprawdę na imię ma Malwina i pochodzi z Polski, co uświadomiło mi jak sporo utalentowanych Polaków (Polek?) krąży po Deviancie.
Na pierwszy rzut oka może się wydawać – och, kolejna manga. Jednak dla mnie te rysunki to bardziej inspiracja mangą niż jej bezmyślne kopiowanie. Widać ewidentnie, że autorka fascynuję się sztuką komiksu z dalekiego wschodu, ale dodaje do niej cos od siebie. Może stoi na małym rozdrożu czy iść dalej w stronę „japońszczyzny” czy bardziej zachodnich klimatów, ja mam nadzieję, że podąży ta drugą stroną.
Hlao-ru ma dynamiczna kreskę, ruch na jej rysunkach nie wydaje się sztuczny i „choreograficzny”, świetnie przedstawia mimikę postaci. To, że jej rysunki to połączenie ołówka i photoshopa (bądź programu SAI) działa na plus – stwarza to pewną lekkość. Postaci kobiecie, które rysuje są kragłe, śliczne i urocze.
O ile Hlao-ru dobrze radzi sobie ze szkicami, rysunkami postaci i scenkami rodzajowymi, a jej styl jest idealny do historii obrazkowej – o
tyle trudnej radzi sobie z narracją komiksową.
Jej twór pt. „Północny szlak” jest dobrym pomysłem, ma bardzo dobrze zaprojektowane postaci, można by było na to postawić, ale niestety, w tej materii. Malwina musi jeszcze sporo popracować. Narracja jest nieco toporna i widać tutaj, że uczy się tworzyć komiksy na podstawie japońskich mang (i ten Comic Sans!). Ale jestem dobrej myśli, gdyż autorka wydaje się dużo poświęcać dla rysowania, jest konsekwentna i ma swój styl, po prostu musi ją ktoś nauczyć robić komiksy.
W każdym razie – bardzo polecam obserwowanie tego rozwoju.
środa, 18 stycznia 2012
wtorek, 20 grudnia 2011
Trzynaście
piątek, 9 grudnia 2011
Skarby z DA, część druga
. Natrafiłam na galerię Berylune-AND-Kanaloa.
A tam przywitała mnie mangowa stylistyka i OC stworzone przez fankę Red Dead Redemption. Jej OC pojawia się praktycznie w każdej pracy w galerii,stworzyła "kartę postaci" dopisała do niej "niezwykle interesująca" historię, najkrócej mówiąc - kolejna Mary Sue. Bohaterka nazywa się Matty O'Donnel, urodziła się w Texasie jako córka przestępcy i arystokratki z Kaliforni (arystokracja w USA?). Jej ojciec oczywiście uczył ja posługiwania się bronią i innych wielce użytecznych rzeczy, które trzeba umieć na prerii. Ale niestety, łowcy nagród zaczęli ścigać jej ukochano tatusia, dlatego z matką musiały uciekać do San Francisco.
Tak jej ojczym chciał ją wyszkolić na prawdziwą damę, no ale jak można się domyśleć, Matty jest typem chłopczycy, niepokorna i mająca w sobie coś z ojca! Dlatego tez zamiast chodzić w pięknych sukniach i udzielać się na salonach, wyjeżdża i zostaje... szeryfem (?).
Pomijam już fakt, że to OC jest książkowym przykładem Mary Sue ze względu na charakter i zainteresowania, ale kobieta, która zostaje szeryfem? Na początku XX wieku? Ja wiem, że kobiety w tym czasie też umiały posługiwać się bronią (wręcz musiały jeśli żyły w mieście bezprawia), ale nikt mi nie wmówi, że któraś z nich mogła zajmować rządowe stanowisko. Dodatkowo, dziewczyna ubiera się "po męsku", a żeby tego było mało, w wersje współczesne - jej spodnie nie wyglądają raczej jak spodnie szyte w tamtych czasach, a jak dopasowane biodrówki z Big Stara.
Jednak że
by OC było OC pełnym, trzeba stworzyć shipping, czyli sparować ją z kimś. Stworzyć jej chłopaka/narzeczonego/męża. A najlepiej żeby to była postać, która w grze już istnieje i jest postacią uwielbioną przez autorkę. I tak tutaj tez jest. Nasza Matty jest żoną Jonaha, postaci z Red Dead Redeption, która w całej grze może była z 10 minut. To nawet nie była postać
I tak bohater, który miała niewielką rólkę w grze doczekać się biografii, rodziny, "ciekawej historii"i epilogu. Dwójki dzieci, romantycznej, słodkiej miłości i domku na prerii.
I całej galerii fanartów.
Najbardziej "podobają" mi się prace, gdzie Jonah jest pokazany w sytuacjach "jestem rozebrany, a moja kobieta dostaje orgazmu na sam widok".
Jestem naprawdę pełna podziwu dla wyobraźni tych dziewcząt, które dla swoich OC i dla samych siebie, tworzą historię postaci, które tych historii mieć nie powinny. Uwielbiam patrzeć na te galerie i zastanawiać się, czy to prawda, że one podniecają się widząc fikcyjną postać. Ja też mam ulubionych fikcyjnych bohaterów z gier, literatury, filmów. Ale nigdy moja fascynacja nie przechodziła na taki poziom, bo i po co?
Ale te dziewczyny same się nakręcają, bo mają swoją grupkę koleżanek, które "dzielą się" postaciami - ja wezmę tego, ty tego, każda z nas zrobię swoje OC i będziemy się świetnie bawić!
Tylko szkoda, ze jakość tej zabawy jest kiepska.
Boże, ona jest szeryfem!








